Zarejestruj się

Aby dyskutować we wszystkich kategoriach, wymagana jest rejestracja.

 

Vanilla 1.1.4 jest produktem Lussumo. Więcej informacji: Dokumentacja, Forum.

    • CommentAuthorSiszka
    • CommentTimeOct 23rd 2011 zmieniony
      Zgłoś moderatorowi permalink
    Mam ogromną prośbę:)Jestem studentką położnictwa i właśnie piszę pracę dyplomową dot.wpływu obecności męża/partnera przy porodzie na relacje w rodzinie.
    Moja praca opiera się na ankietach wypełnianych przez kobiety które przynajmniej raz rodziły siłami natury,ankiet wypełnionych przez kobiety które rodziły same mam już dużo ale brakuje mi tych wypełnionych przez kobiety po porodzie rodzinnym.Dlatego jeśli jest tutaj taka Pani:)która rodziła z partnerem bardzo proszę o wypełnienie.
    Poniżej podałam link do ankiety w wersji skróconej (bo mogłam umieścić tylko 15 pytań) ale jakby ktoś był zainteresowany pełną ankietą (39 pytań) to podaje mojego maila :)

    sishka@orange.pl

    ANKIETA

    Z góry dzięki za pomoc:)
    •  
      CommentAuthorDobrosulka
    • CommentTimeOct 23rd 2011
      Zgłoś moderatorowi permalink
    Wypełniłam :)
    --
    •  
      CommentAuthormarianna27
    • CommentTimeOct 23rd 2011
      Zgłoś moderatorowi permalink
    wypelnione i wyslane :)
    --
    •  
      CommentAuthorIfonka84
    • CommentTimeOct 24th 2011
      Zgłoś moderatorowi permalink
    Ja też wypełniłam :)
    --
    •  
      CommentAuthorDannam
    • CommentTimeOct 24th 2011
      Zgłoś moderatorowi permalink
    Siszka jak skończysz badania napisz wyniki jeśli możesz i chcesz :) jestem bardzo ciekawa :)
    •  
      CommentAuthormorela1
    • CommentTimeNov 7th 2011
      Zgłoś moderatorowi permalink
    i ja wypełniłam :bigsmile:
    również jestem ciekawa wyników :wink:
    --
  1.   Zgłoś moderatorowi permalink
    rowniez wypelnilam :D
    --
    •  
      CommentAuthorHanny
    • CommentTimeMar 12th 2012
      Zgłoś moderatorowi permalink
    Korzystając z otwartego już wątku chciałam się zapytać o poród rodzinny, tak ostatnio modny. Po dzisiejszej rozmowie z przyjaciółką zastanawiam się nad nim. Mam bardzo dobrą relację z mężem i wiem, że jeśli zażyczę sobie jego obecność przy porodzie to pewnie będzie i będzie mnie wspierał. Jednak sama nie jestem pewna czy tego chcę? Jak wiele kobiet rodzi samemu? Czy poród rodzinny wpłynął jakoś negatywnie na Wasze życie seksualne po? Jak mam być szczera to moje przemyślenie jest takie, że za dużo to mi mąż w trakcie porodu nie pomoże i wolałabym, żeby TA strefa kojarzyła mu się zupełnie inaczej niż z porodem;) Ale nie chcę również być jedyną kobietą na porodówce samą. No sama nie wiem co o tym myśleć. Kobiety, które mają taki poród za sobą, bądź też takie, które mają jakieś przemyślenia na ten temat, napiszcie proszę.
    --
    •  
      CommentAuthornessie
    • CommentTimeMar 12th 2012 zmieniony
      Zgłoś moderatorowi permalink
    Hanny tez mialam wielkie watpliwosci.. wsumie nadal mam... bo to chyba nic pieknego widziec cierpiaca zone, dziewczyne zwijajaca sie z bolu... spocona i wrzeszczaca....
    jednak chyba nie mam nic do gadania ....
    moj Antek juz zdecydowal... powiedzial, ze by sobie nie darowal jesli by nie mogl zobaczyc jak kobieta ktora kocha wydaje mu na swiat dziecko ktore pokochal 9miesiecy temu :) Chce brac "czynny" udzial w porodzie ! Zobaczyc pierwszy glowke, uslyszec pierwszy krzyk, odciaz pepowine.... choc sam nie jest pewien czy nie zemdleje z wrazenia :)))))
    --
    •  
      CommentAuthorJULITA1610
    • CommentTimeMar 12th 2012
      Zgłoś moderatorowi permalink
    Ja z mężem umówiłam się, że idzie ze mną co by mnie wspierać, wodę podać, twarz wytrzeć ale jeżeli w którymś momencie stwierdzi, że nie daje rady i sytuacja go przerośnie (wiadomo, że to słaba płeć ;) ) to zwyczajnie wyjdzie i nie będę mieć do niego żalu.
    --
    •  
      CommentAuthorHanny
    • CommentTimeMar 12th 2012
      Zgłoś moderatorowi permalink
    No właśnie ja widzę, że mój nie ma takiego podejścia jak Antek nessie;) Widzę jak na filmach odwraca głowę w takim momencie (ja też nie mogę patrzeć na wychodzącą główkę). Wiem, że ani dla mnie ani dla niego nie będzie to jakieś cudowne przeżycie. Ja podchodzę do tego zadaniowo, a biedny mąż w czym mi pomoże? Myślę, że może ze mną być na początku, ale atrakcje typu krew, skrzepy, ewentualne wymioty wolałabym mu darować, bo gdybym była facetem to też wolałabym, by moja kobieta mi to odpuściła;)
    --
    •  
      CommentAuthorPeppermill
    • CommentTimeMar 12th 2012
      Zgłoś moderatorowi permalink
    nessie: bo to chyba nic pieknego widziec cierpiaca zone, dziewczyne zwijajaca sie z bolu... spocona i wrzeszczaca....


    lepiej widzieć, niż nią być:wink:

    Ja rodziłam z mężem i teraz też będę, chociaż nie wydaje mi się, żeby jego obecność w czymkolwiek mi pomogła. Po prostu uważam, że to NAM
    rodzi się dziecko i MY oboje powinniśmy przy tym być. Poza tym on do tej pory jest bardzo dumny z faktu przecięcia pępowiny i tego, że widział naszą córkę jako pierwszy.
    -- [/url]]
  2.   Zgłoś moderatorowi permalink
    rodzilam z Polowkiem i nie wyobrazam sobie ze tym razem mialoby byc inaczej...sama swiadomosc tego ze nie przechodze przez to sama byla dla mnie mega pomocna...czynnie uczestniczyl w calej akcji...pomagal jak potrafil...i przezywal chyba nawet bardziej niz ja...jeszcze dlugo po...w naszym wypadku wspolny porod umocnil nasz zwiazek i jakby przeniosl nasza relacje na wyzszy poziom...jakos tak inaczej na siebie od tego czasu patrzymy...napewno niczego miedzy nami nie zepsul...
    --
    •  
      CommentAuthorTres
    • CommentTimeMar 12th 2012
      Zgłoś moderatorowi permalink
    Nam ostatnio położna mówiła na SR, że w decydującym momencie i tak od tamtej strony stoi tylko personel i M. nie może się tam plątać:wink: Jego zadaniem jest stać przy głowie i poczuć na własnej dłoni, jaka to ciężka praca to rodzenie (stąd niezalecane zegarki i obrączki:bigsmile:). Ja się cieszę, że będę rodzić z Mężem, już nie tyle chodzi o jakąś pomoc, ale czysto egoistycznie chcę mieć kogoś bliskiego i znajomego przy sobie. No i w końcu to ma być NASZE dziecko - wprawdzie nie może być z nim tak jak ja przez te pierwsze 9 miesięcy, ale może przynajmniej być w pierwszych chwilach poza brzuszkiem.
    Nie jestem za zmuszaniem mężczyzn, jeśli mają poważne opory, ale nie przeceniałabym też ich delikatności;) M. powinien być przygotowany na to, że nie zawsze jestem piękna, młoda i zdrowa - są różne sytuacje w życiu i nie można cały czas bać się, że coś go może zrazić. Dodam, że na razie też nie myślę o porodzie jako o magicznej chwili - raczej traktuję go jako "zło konieczne", żeby potem cieszyć się naszym Maleństwem.
    --
    •  
      CommentAuthorHanny
    • CommentTimeMar 12th 2012
      Zgłoś moderatorowi permalink
    Nie, no mąż widział mnie w przeróżnych sytuacjach i zupełnie nie o to chodzi, ale dziś np koleżanka mi powiedziała, że niby nie, ale wg niej miało to wpływ na ich życie seksualne, że nie ma takiego żaru...
    --
    •  
      CommentAuthornessie
    • CommentTimeMar 12th 2012 zmieniony
      Zgłoś moderatorowi permalink
    Peppermill: lepiej widzieć, niż nią być

    e tam jakbym byla facetem zalowala bym, ze nie moge przezyc takiego cuda :)))

    Hanny ja mysle, ze najlepiej jest sie umowic tak jak napisala Julita...
    Jesli sytuacja go przerosnie, niech wyjdzie....

    Ps. Moj Antek ma doswiadczenie w odbieraniu porodow...... u kota!!!!
    Odcina sam pepowine a ja zamykam oczy, bo mnie to wszystko przeraza i obrzydza :D
    --
    •  
      CommentAuthorHanny
    • CommentTimeMar 12th 2012
      Zgłoś moderatorowi permalink
    Eeee, no jak Antek taki wprawiony to szkoda mu odebrać przyjemność;)
    --
    •  
      CommentAuthorpsycho_patka
    • CommentTimeMar 12th 2012 zmieniony
      Zgłoś moderatorowi permalink
    Jego zadaniem jest stać przy głowie i poczuć na własnej dłoni, jaka to ciężka praca to rodzenie

    moj trzymal mi noge :)) ale ze akcja skonczyla sie na sali operacyjnej to musial sie przeniesc w gorne partie mojego ciala...siedzial obok na krzeselku, trzymajac mnie za reke i gadajac od rzeczy...:))
    --
    •  
      CommentAuthorHanny
    • CommentTimeMar 12th 2012
      Zgłoś moderatorowi permalink
    psycho_patka: ale ze akcja skonczyla sie na sali operacyjnej


    Ale przy cesarce to chyba obecność osób postronnych odpada?
    --
  3.   Zgłoś moderatorowi permalink
    Hanny
    w UK na przyklad partner moze z toba byc podczas cc.
    --
  4.   Zgłoś moderatorowi permalink
    W Polsce też, tyle że pewnie nie we wszystkich szpitalach
    --
  5.   Zgłoś moderatorowi permalink
    w UK na przyklad partner moze z toba byc podczas cc

    dokladnie...u nas zakonczylo sie uzyciem proznociagu...
    --
    •  
      CommentAuthorHanny
    • CommentTimeMar 12th 2012 zmieniony
      Zgłoś moderatorowi permalink
    A tego to nie wiedziałam Matylda dzięki, no ale podczas cc to chyba tylko dla prawdziwych twardzieli;) No i w tym przypadku to już w ogóle nie pomoże;)

    No to u nas nie można. Jezus, a co to jest ten próżnociąg? Brzmi groźnie, ciekawe czy wujek google go zna;)
    --
  6.   Zgłoś moderatorowi permalink
    moim zdaniem pomoze...wsparcie psychiczne i swiadomosc posiadania bliskiej osoby obok jest dla mnie meeeega pomoca...no ale kazy jest inny :) to tylko moja opinia
    --
  7.   Zgłoś moderatorowi permalink
    "no ale podczas cc to chyba tylko dla prawdziwych twardzieli;)

    Jeszcze nie wiem tego na wlasnej skorze ale z programu ktory namietnie ogladam i uwielbiam 'One born every minute' wnioskuje ze rola partnera przy cc sprowadza sie do siedzenia na krzesle na wysokosci glowy rodzacej, trzymania za reke i szeptania milych slow. ogolnie to wszytsko jest zasloniete, jakby parawanem, wiec partner jak i rodzaca nic nie widza.
    ale tak jak pisze, to czysta teoria z programu dokumentalnego (wysmienitego, polecam!!)
    --
    •  
      CommentAuthorHanny
    • CommentTimeMar 12th 2012
      Zgłoś moderatorowi permalink
    psycho_patka: wsparcie psychiczne i swiadomosc posiadania bliskiej osoby obok


    o tym akurat jeszcze nie myślałam, chyba wypiszę sobie wszystkie za i przeciw;)
    --
    • CommentAuthorpaulinka84
    • CommentTimeMar 12th 2012
      Zgłoś moderatorowi permalink
    Dla mnie obecność męża była nie zastąpiona, był przy pierwszym porodze cc, siedział obok mnie i jako pierwszy dostał synka na ręce. Był również przy drugim naturalnym porodzie i będzie przy trzecim. Niczego to między nami nie zmieniło, a nawet myślę, że pogłębiło więzi.
    •  
      CommentAuthormarta_885
    • CommentTimeMar 12th 2012
      Zgłoś moderatorowi permalink
    Ja również rodziłam z mężem i nie wyobrażam sobie, że mogłoby go wtedy nie być... oczywiście nie namawiałam go, chciałam żeby to była tylko jego decyzja. Stwierdził, że bardziej będzie się stresował na jeśli miałby czekać poza salą i woli być przy mnie. Bardzo mnie wspierał, bo nie miałam łatwego porodu i oczywiście bałam się, że po tym będzie się brzydził mnie, ale jest inaczej nawet lepiej!
    --
    •  
      CommentAuthorsliwson
    • CommentTimeMar 12th 2012
      2 Oooo Zgłoś moderatorowi permalink
    Ja sobie nie wyobrażam porodu bez męża. Miałam wątpliwości ale bardzo się cieszę, że zdecydowaliśmy się na poród rodzinny.
    Psychicznie był dla mnie ogromną podporą a sama świadomość, że jest obok dawała mi ogromne poczucie bezpieczeństwa. Poza tym na maksa nas to zbliżyło. Jak Tymo pojawił się na świecie, czas jakby stanął w miejscu i byliśmy tylko my. Tylko nasza trójka. To był w naszym przypadku taki krok w nowe życie, moment powstania naszej rodziny:)
    NA tamtą chwilę miałam poczucie, że bez niego nie dałabym rady.
    Jak teraz o tym myślę, to wiem, że był nieodłączną częścią tego co tam się działo. Częścią cudu:)

    Niestety jeśli decydujecie się na wspólny poród, nie ma co się łudzić, że facet będzie stać za głową i nic nie zobaczy. Też miałam o tym takie piękne wyobrażenie. W rzeczywistości mąż stał obok i podczas skurczy partych podtrzymywał moją nogę. Widział wszystko.
    Nie zmienia to faktu, że w naszym życiu intymnym i relacjach łóżkowych nic się nie zmieniło a jeżeli już coś, to na lepsze:)
    --
    •  
      CommentAuthormontenia
    • CommentTimeMar 12th 2012
      Zgłoś moderatorowi permalink
    Ja rowniez rodzilam z mezem. Pierwszy porod zakonczyl sie cc, ale maz byl ze mna calutki czas na porodowce i potem na sali operacyjnej. Siedzial przy mojej glowie. Przecinal pepowine i pierwszy trzymal mala. Drugi porod tez byl przy mnie kilka godzin, znow zakonczony cc, lecz tym razem nie mogl byc na sali operacyjnej, gdyz mialam narkoze. takze pierwszy trzymal malutka. Ja w tym czasie sie wybudzalam. Nie wyobrazam sobie, zebym byla wtedy sama. Jakos przy Nim mniej sie balam.
    Jak raz trafilam do szpitala ze skurczami i myslalam, ze juz sie porod zaczal (a to byly przepowiadajace takie silne, ktore po kilku godzinach sie cofnely), to wlasnie meza ze mna nie bylo i wtedy strasznie sie bala, tak bardzo nie chcialam byc tam sama. Ale na szczescie corcia sie namyslila i postanowila jeszcze poczekac na tate :wink:
    •  
      CommentAuthorBlanka81
    • CommentTimeMar 12th 2012 zmieniony
      Zgłoś moderatorowi permalink
    Też rodziłam z mężem,nie wyobrażam sobie innej opcji. Mąż sprawdził się na całej linii. Wiem, że się bał, ale chciał. Powiedział, że największy stres miał gdy już znalazłam się na oddziale, ja na łóżku, on na fotelu obok, skurcze powoli się rozkręcają i teraz czekamy na wielkie bum :surprised: Potem powiedział, że akcja tak powoli narastała, ze wszytko po kolei po prostu się działo, aż do urodzenia się małej. Przy samym porodzie stał przy mojej głowie i podtrzymywał ją przy parciu, pamiętam jak mówił coś, nie pamiętam co, co miało mi dodać sił. I dodało, choć nie wiem co mówił, pamiętam poczucie bezpieczeństwa, wiedziałam, że ze mną jest ktoś kto naprawdę mnie kocha a nie tylko personel medyczny(nawet najlepsza położna to tylko personel).
    Gdy mnie zszywali mąż za poradą położnej ze SR poszedł pilnować córeczki, pamiętam, że gdy wrócił miał czerwone oczy.
    Do końca nie wiedział czy będzie chciał przeciąć pępowinę, a ja mu to pozostawiałam. Najbardziej naturalną i konsekwentną rzeczą po urodzeniu się małej było to, że to właśnie on przeciął pępowinę. Do tej pory potrafi żywo opowiadać jakiego była koloru i że była twarda jak gumowa rurka. Przeżył to, tak naprawdę. Teraz maż córcią wspaniały kontakt, to jego oczko w głowie.
    Na naszą relację wspólny poród wpłynął bardzo pozytywnie, kochamy się i ufamy sobie bardziej niż kiedykolwiek. Wiem, że jeśli widział mnie taką otwartą, jak przy porodzie(nie chodzi mi o stan fizyczny a psychiczny) to zna mnie tak, jak nikt inny.
    --
  8.   Zgłoś moderatorowi permalink
    Wiem, że jeśli widział mnie taką otwartą, jak przy porodzie(nie chodzi mi o stan fizyczny a psychiczny) to zna mnie tak, jak nikt inny.

    o to to....i nawet fakt ze podczas partych brzydko mowiac "narobilam pod siebie" nie zrazilo go w zadnym stopniu do mojej fizycznosci...
    --
    •  
      CommentAuthorflavia
    • CommentTimeMar 12th 2012
      Zgłoś moderatorowi permalink
    ja mam w planach poród rodzinny, a przynajmniej P. bedzie obecny w pierwszej fazie, potem zobaczymy, nie mówie tak, ani nie...

    jeszcze na poczatku ciąży powiedziałam, że ewentualnie moze być przy mojej glowie jesli bedzie CC( w wybranym przez nas szpitalu takowa ''usługa'' to koszt 150 zł)

    potem stwierdziłam, że jak mam się sama męczyć 20 h, nie mieć do kogo odezwać to stwierdziłam, że spróbujemy...
    ewentualnie powiem mu grzecznie "WWYPIE..." i potem wróci przeciąć pępowinę ( o ile bedzie w stanie) jak Młoda zacznie krzyczeć:)

    moja znajoma jak rodziła to tak zwyzywała męża podczas porodu, że ten teraz boi się ja dotknąć, żeby przypadkiem nie pojawiło się rodzeństwo ;]
    --
  9.   Zgłoś moderatorowi permalink
    Ja też miałam wątpliwości czy chciałabym, żeby mąż był ze mną przy porodzie. Rudzielec, w sytuacjach kryzysowych jest zdecydowanie mniej opanowany niż ja, więc zastanawiałam się czy rodząc będę miała siłę żeby uspokajać i jego i siebie ;)
    Nie myślcie tylko, że mój mąż jakiś strachliwy jest. Lata trenował zawodowo judo,więc teoretycznie to "twardziel", ale jak coś się wali to mała kobietka potrafi lepiej chłodno myśleć i osądzać ;)
    Gdy zdecydowaliśmy, że wkrótce chcemy postarać się o dziecko, powiedziałam mu o swoich wątpliwościach odnośnie porodu rodzinnego. R. stwierdził, że on sobie nie wyobraża, że mógłby coś tak ważnego przegapić, że to przecież też jego syn/córka będzie przychodzić na świat i on koniecznie chce brać w tym udział! Obiecał nie panikować (zobaczymy :) ).
    Tym, że nie będę pięknie wyglądać podczas porodu kazał się wcale nie przejmować. Po pierwsze, to znamy się lata i już w różnych sytuacjach mnie widział i się mną opiekował. Po drugie, to nie bal, gdzie się wygląda jak modelka, tylko porodówka, tam nawet najpiękniejsze kobiety są spocone, czerwone i opuchnięte.
    No i problem mam z głowy.
    Chyba faktycznie o czymś takim najlepiej decydować razem :D
    --
  10.   1 Oooo Zgłoś moderatorowi permalink
    A ja myślę, że jeżeli związek ma solidne podstawy, to uczestnictwo męża w porodzie w niczym nie jest w stanie zaszkodzić.

    PS Mój szanowny małżonek po 3 miesiącach od porodu przyznał mi się, że "nie mógł się powstrzymać" i zerknął tu i ówdzie, żeby zobaczyć "jak to wygląda" :shocked: Nie wiem, kiedy, nie zarejestrowałam tego. Myślałam, że zabiję gada, nie tak się umawialiśmy :angry: Ale jakoś nawet taki hardcore niczego nie zepsuł, życie seksualne mamy lepsze niż przed :bigsmile:
    --
    • CommentAuthorpaulinka84
    • CommentTimeMar 13th 2012
      Zgłoś moderatorowi permalink
    Mój też zajrzał kiedy główka juz była na zewnątrz:wink:
  11.   Zgłoś moderatorowi permalink
    Hanny, to ja się wypowiem, bo my dopiero "po". Też mi się wydawało, że mąż mi wiele nie pomoże, ale to chyba sprawa bardzo indywidualna. Ustaliliśmy, że będzie do momentu, aż któreś z nas powie "sorry, tu się rozstajemy, wychodzisz/wychodzę za drzwi". W momencie jak będzie niekomfortowo dla którejś ze stron.

    Miło się zaskoczyłam, bo mąż nie dość, że wpływał na mnie kojąco, wspierał i pomagał, to jeszcze nieźle asystował. Ale tak jak mówię - to sprawa indywidualna, mój mąż jest bardzo opiekuńczy.

    I powiem tak - jestem niecałe dwa tygodnie po porodzie a już się nie mogę doczekać, kiedy będziemy mogli się poseksić. On też :) Więc negatywnie to raczej nie wpłynęło. Ale też fakt, że stał głównie obok, a nie od "tamtej" strony. Natomiast ile się na krew i rzeźnię napatrzył to już jego ;)

    Nas poród zbliżył - bardzo. Ale nie jest to dla każdego. I powiem więcej - bez niego nie zniosłabym tego tak dzielnie. Wiedziałam, że jest przy mnie i że wszystko będzie dobrze.

    Aha - i bardzo ważne - OBIE strony muszą chcieć w tym uczestniczyć, a nie tylko tak, że jedna naciska, a druga się poddaje.
    --
    •  
      CommentAuthorYPolly
    • CommentTimeMar 13th 2012
      Zgłoś moderatorowi permalink
    Moj powiedzial, ze skoro byl przy poczeciu, to musi byc tez przy narodzinach :wink:

    Jego obecnosc byla dla mnie ogromnym wsparciem, potrafil zachowac zimna krew, kiedy ja juz nie bylam w stanie trzezwo myslec i pilnowal, zebym sluchala poloznej, choc nie wszystko rozumial (jest obcokrajowcem, a rodzilismy w Polsce). W pewnym momencie ja sie zablokowalam totalnie, nie mialam na nic sily, prawie sie poddalam, a on wtedy pomogl mi znow skoncentrowac sie na tej walce, jaka byl dla mnie wtedy porod. Bardzo mi wtedy pomogl. Nie mowie juz o masowaniu plecow i stop ;)))) I po prostu o samej obecnosci zaufanej osoby podczas wielu godzin na porodowce.

    Teraz moj maz najbardziej sie cieszy z tego, ze jeszcze lepiej bedzie mogl kontrolowac sytuacje, bo bede rodzic w jego kraju. Ja sie co prawda boje, ze w sytuacji porodu, gdy juz glowa sie wylaczy, to przestane rozumiec, co do mnie mowi polozna (zwlaszcza jak trafie na jakas, ktora nie zrozumie, ze obcokrajowiec nie posluguje sie na codzien slownictwem medycznym), ale wiedzac, ze maz bedzie przy mnie, wierze, ze sobie poradze.
    --
    •  
      CommentAuthorHanny
    • CommentTimeMar 13th 2012
      Zgłoś moderatorowi permalink
    Chyba faktycznie takie rozwiązanie, że w każdej chwili możesz wyjść jest najlepsze;) No nic, dzięki za opinie. W przyszłym tygodniu idziemy na porodówkę (ze szkołą rodzenia) to może zobaczę jak to technicznie wygląda;) Ja nadal nie jestem przekonana, co do wspólnego porodu, ale jeśli mąż się uprze to pewnie będzie w nim uczestniczył;) A rodziły jakieś kobiety bez męża/partnera?
    --
    •  
      CommentAuthorvitani_82
    • CommentTimeMar 13th 2012
      Zgłoś moderatorowi permalink
    Mój mąż przy parciu trzymał moją nogę i tak się wczuł, że oddechy ze mną wymieniał. Potem widział jak wychodzi główka, przeciął pępowinę i siedział ze mną i córcią ponad godzinę, gdy leżała na moim brzuchu.
    Nasze życie erotyczne wróciło już po tygodniu, a czas abstynencji trwał 3 tygodnie, bo oboje już nie mogliśmy się doczekać. Także u nas poród rodzinny w niczym nie zakłócił pożycia małżeńskiego :wink:
    --
    •  
      CommentAuthorBlanka81
    • CommentTimeMar 13th 2012
      Zgłoś moderatorowi permalink
    PaniRudzielcowa: to nie bal, gdzie się wygląda jak modelka, tylko porodówka, tam nawet najpiękniejsze kobiety są spocone, czerwone i opuchnięte.

    Nie byłam podczas porodu ani spocona, ani czerwona, ani opuchnięta. Oglądając zdjęcia z porodu, które robił mój mąż, nasunęła mi się nawet myśl, że taki w/w obraz rodzącej tworzą amerykańskie filmy.
    Fakt, rodzenie to wysiłek, ale nie wierzę, żeby mężowie będący przy porodzie patrzyli na swoje kobiety oceniając jak wyglądają.
    Mam też wrażenie, że zabieramy ojcom uczucia, które są ich udziałem podczas porodu,przecież oni nie obserwują na chłodno obcego porodu, filmu na you tube, tylko narodziny własnego dziecka a to ogromna różnica. Oni na żywo w tym uczestniczą, rodzą się jako ojcowie tak samo jak my rodzimy się jako matki. Mają do tego prawo.
    --
    •  
      CommentAuthornana81
    • CommentTimeMar 13th 2012
      1 Oooo Zgłoś moderatorowi permalink
    Dokładnie Blanko! Dlatego chyba nie ma znaczenia po której stronie stoi mąż.
    Byliśmy razem przy narodzinach obojga naszych dzieci. Z pierwszego porodu pamiętam poczucie bezpieczeństwa, jakie dawała mi jego obecność. Właściwie oboje kroczyliśmy jakąś nową drogą w nieznane. Wiedziałam, że choćby cokolwiek mnie przerosło, razem na pewno damy radę. Przy drugim porodzie wszystko działo się tak szybko i gwałtownie, że nawet nie byłam świadoma tego, iż nie jestem sama. Były tylko fale skurczy, które przychodziły, odchodziły i przybliżały mnie do celu. Mąż mimo mojej zamkniętej na cały świat zewnętrzny postawy był cichutko obecny. Nawet w chwili, gdy córcia wylądowała na moim brzuchu byłam sama.Dopiero po dobrej chwili cieszyliśmy się wspólnie naszym maleńkim, nowym życiem. Jestem przekonana, że mój spokój, możliwość skoncentrowania na sobie były możliwe dzięki cichej obecności męża.
    --
    •  
      CommentAuthorBlanka81
    • CommentTimeMar 13th 2012
      Zgłoś moderatorowi permalink
    nana81: Jestem przekonana, że mój spokój, możliwość skoncentrowania na sobie były możliwe dzięki cichej obecności męża.

    Piękne słowa!
    --
  12.   Zgłoś moderatorowi permalink
    YPolly: Ja sie co prawda boje, ze w sytuacji porodu, gdy juz glowa sie wylaczy, to przestane rozumiec,

    u mnie tak wlasnie bylo....w momencie kiedy wiezli mnie na blok operacyjny nie mialam pojecia co beda ze mna robic...Polowek tez przestal rozumiec...mowil tylko ze jak mnie beda ciac to on zemdleje...hihihi...wtedy powiedzialam ze jak chce to niech wyjdzie ale w duszy modlilam sie zeby tego nie robil...panicznie balam sie zostac sama...na szczescie lekarz usadowil go na krzesle obok mojej glowy i wtedy juz bylo ok...pamietam tylko rozmowe o niczym...i trzymanie za reke...
    --
    •  
      CommentAuthorpani_wonka
    • CommentTimeMar 13th 2012 zmieniony
      3 Oooo Zgłoś moderatorowi permalink
    Rodziłam dwa razy i za drugim razem był ze mną mój mąż. Pierwszy raz rodziłam w szpitalu (pojechaliśmy pod koniec porodu), a drugi raz w domu. Za pierwszym razem nie mogłam rodzić z mężem, bo był remont porodówki i rodziłam na połączonym oddziale patologii i położniczym, gdzie nie było sali do porodów rodzinnych, tylko wielka sala, na której rodziłam ja, a za kotarą jeszcze dwie inne nieszczęśnice:wink: Urodziłam wtedy zupełnie spokojnie, mimo że fakt, że muszę rodzić bez męża mnie zaskoczył, ale miałam położną, miałam zadanie do wykonania i inne sprawy mnie nie obchodziły.

    Niemniej, sądzę, że to świetna rzecz, że można obecnie decydować się na to, czy chce się rodzić samej, czy z mężem. Ludzie chcą rodzić razem, bo to niesamowite przeżycie, kobiety potrzebują wsparcia w szpitalu itd. Dla mnie obecność mojego męża, możliwa dopiero za drugim razem, była czymś uspokajającym, ale wystarczyła mi zupełnie świadomość, że on gdzieś tam sobie jest na obrzeżach. Wcale nie potrzebowałam rozmowy z nim, podawania wody, masowania itp. Wręcz przeciwnie, musiałam być w pewien sposób sama, ale z tą wiedzą w tyle głowy, że mój mąż jest na wyciągnięcie ręki. W czasie porodu za każdym razem byłam skupiona na sobie i na zadaniu, które mam do wykonania i tak naprawdę jedyną osobą, którą rejestrowałam była położna.
    Wspólny poród w domu w żaden sposób nie naruszył naszej relacji, wręcz przeciwnie. Myślę, że dla mojego męża wspólny poród jest czymś, z czego jest bardzo dumny i sądzę, że wielu mężczyzn tak do tego podchodzi. Ostatnio spotkałam dobrego kolegę, który trzymał nas z dobre 20 minut na mrozie opowiadając zachwycony o narodzinach swojego syna. Jego żona powiedziała mi potem, że kiedy już mały był po drugiej stronie brzucha, jej mąż powiedział jej, że właśnie zakochał się w niej po raz drugi:bigsmile:
    -- "bez pretensji do mądrości, której nie mam, bez odbijania jej na ksero i wpadania w schemat"
  13.   Zgłoś moderatorowi permalink
    Mój mąż absolutnie nie chciał byc przy porodzie, co mnie smuciło, bo bałam się być w tak ważnym i jednoczesnie krytycznym momencie życia sama skazana na łaskę i niełaskę obcych ludzi. Jednak kiedy przyszliśmy na oddział, to położna nie pytała o nic, tylko wręczyła mężowi ubranie ochronne i porosiła, żeby przeniósł moje rzeczy na trakt. Nie zaprotestował i później samo się potoczyło. Został do końca, potulnie spełniał polecenia położnej, a ja byłam spokojna, opanowana i czułam się bezpiecznie, bo wiedziałam, że jest ktoś bliski. Zresztą, po fakcie mąż mi dziękował, że pozwoliłam mu przy nim być :shocked: Zdziwiłam się, choć nie wspomniałam, że był na nie przez całą ciążę.
    -- Co ma 18 cm długości i każda kobieta uwielbia mieć to w ręku? 100 zł - a co myśleliście?
  14.   Zgłoś moderatorowi permalink
    Ja rowniez mialam porod rodzinny i kolejny oczywiscie bedzie tez ;) Dla mezczyzny tez potrafi byc to najpiekniejszy moment i niepowtarzalny w zyciu kiedy jest obecny przy narodzinach swojego malutkiego szczescia. W wielu przypadkach sprawdza sie,ze po porodzie zaczyna doceniac swoja zone/partnerke za ten trud i cierpienie. Jak wielkim przezyciem jest dla mezczyzny odciecie pepowinki... Moze byc obecny przy wazeniu,mierzeniu kiedy to ja niestety musze lezec i czekac na zszycie:sad:
    -- [url=http://www.
    •  
      CommentAuthorCobraczek
    • CommentTimeMar 23rd 2012
      Zgłoś moderatorowi permalink
    Moj maz to az sie poplakal jak odcial pepowine.A najlepiej skomentowal moje pytanie jak wyglada lozysko,powiedzial '' widzialas kiedys rozjechanego kota?no to wlasnie tak:tongue:''...
    Mi obecnosc meza bardzo pomogla w szczegolnosci kiedy bole krzyzowe staly sie niedowytrzymania i maz masowal mi plecy, zwilzal usta itd. Teraz tez bedziemy rodzic razem :bigsmile: Niesamowite przezycie:wink:
    --
    •  
      CommentAuthorcarottka
    • CommentTimeMar 23rd 2012
      Zgłoś moderatorowi permalink
    Mój Mąż od samego początku ciąży mówił, że chce być przy porodzie. To ja miałam na początku opory, no bo jak to, pewnie będzie patrzył, naogląda się i już nie będę mu się podobała... Jaka ja głupia byłam! :wink:
    Był przy mnie od pierwszego skurczu, masował plecy, zagadywał i pocieszał. Widziałam jak boli go fakt, że cierpię i nie może mi pomóc. Gdy miałam kryzys pocieszał i motywował, żebym się nie poddawała. Widział jak odchodzą mi wody, pierwszy zobaczył jak główka wychodzi. Podczas partych trzymał mi nogę więc widział narodziny synka że tak powiem od frontu :smile: I nic to nie zmieniło w naszych relacjach a powiem, że jeszcze bardziej nas do siebie zbliżyło.
    Wymiękł tylko jak położna oglądała moje łożysko:devil: Powiedział, że to wygląda jak wątroba i on sobie pójdzie po kawę haha. A my się smiałyśmy z położną, że poród przeżył a tu łożysko takie wrażenie na nim wywarło :bigsmile:
    --
  15.   1 Oooo Zgłoś moderatorowi permalink
    Carottka, mój też powiedział, że jak wątroba, tylko dodał, że krowia :D
    --
Chcesz dodać komentarz? Zarejestruj się lub zaloguj.
Nie chcesz rejestrować konta? Dyskutuj w kategoriach Pytanie / Odpowiedź i Dział dla początkujących.