Wybranek kupił tanio na Allegro laboratoryjny mikroskop optyczny. W ramach testowania nowego sprzętu wpadłam na pomysł sprawdzenia krystalizacji śliny, którą PC-2000 pokazuje losowo. Sucha próbka była wyraźnie widoczna na szkiełku. Ku naszemu zdumieniu pod prawdziwym mikroskopem był widoczny las paprotek-gigantów na całej powierzchni próbki. Pod mikroskopem szkolnym również wyraźne paprotki jak w podręczniku. Nie było żadnych wątpliwości, że jestem w okresie płodności. Po dalszych kilkunastu minutach oprócz sieci paprotek z kryształków zaczęła pokazywać się dodatkowa delikatniejsza sieć nitek.
Dlaczego zatem PC-2000 pokazywał paprotki jak chciał? Całe pole widzenia w paprotkach było tylko RAZ w ciągu 3 cykli, 2dc, gdy jestem niepłodna jak pień. Skoro ślina krystalizuje, powtórzyłam to doświadczenie za pomocą PC-2000 trzy razy. Nie było żadnych paprotek i urządzenie mogło wprowadzić odkładającą w ogromny błąd! PC-2000 nie ma szkiełka, lecz plastikową szybkę, która powoduje jakieś trudności w krystalizacji. Może dlatego się nie sprawdza?
Ten PC-2000 wygląda na lupę albo binokular. Być może inaczej załamuje się światło na tym plastiku i stąd brak oczekiwanego obrazu. Myślę jednak, że możesz mieć rację mówiąc, że na tym plastiku ślina krystalizuje inaczej. A może spróbujesz zrobić preparat na szkiełku i obejrzeć go za pomocą tego PC-2000 i za pomocą mikroskopu. Jest taka możliwość??
Oglądaliśmy płytkę z PC2000 położoną na normalne szkiełko, ale nawet nie udało się złapać ostrości. Odwrotnie za bardzo się nie da, ponieważ miejsce do włożenia płytki jest małe, a szkiełko duże.
Obraz z mikroskopu, powiększenie 10x10 Pierwsze 4 zdjęcia - obraz śluzu z 8 dnia fazy lutealnej. Pozostałe 3 zdjęcia - obraz śliny - może być zakłócony ze względu na to, że godzinę wcześniej jadłam a poza tym biorę lek na rozrzedzenie wydzieliny. Na zdjęciu widać paprotkę o strukturze przecinającej się, nie rozchodzącej - znalazłam ją w jednym miejscu próbki.
Tak dobrego obrazu paprotek nie da się uzyskać za pomocą kieszonkowego mikroskopu PC-2000. Przynajmniej z moim egzemplarzem tak nie było. Mikroskop, nawet szkolny, jest dużo lepszy.
Ślina ciężarnej - mojej siostry - 6 miesiąc ciąży. Paprotki widoczne w niektórych miejscach, niezbyt rozbudowane. W pozostałych miejscach kropki i nieliczne grudki.
Wiesz Amazonka, tak się zastanawiam, bo ona jest przeziębiona, kaszle itd może stąd te paprotki się pojawiły. Ja w sumie też miałam paprotki w ślinie pomimo, że był to 8 dzień fazy lutealnej?
Żebyś zobaczyła ten las paprotek u mnie za którymś razem 2dc... :-) Zazwyczaj mam długie cykle i długą niepłodność względną. Coś może zakłócać wynik, ale co?
Zdjecia tez mi sie podobaja :-). Nie chce was w zadnym razie zniechecac do badan naukowych w omawianej dziedzinie :-) ale moja dotychczasowa wiedza kaze mi zachowac pewien sceptycyzm. Rzeczywiscie, i latwo to samodzielnie sprawdzic, slina krystalizuje w fazie podwyzszonej plodnosci co zwiazane jest z podwyzszonym wydzielaniem estrogenow. Podobnie zreszta krystalizuje sluz szyjkowy tworzac nawet jeszcze piekniejsze "paprotki". Jednak z dostepnych mi opracowan wynika ze korelacja krystalizacji sluzu i sliny z owulacja a wiec z plodnoscia nie jest wystarczajaco silna zeby mozna bylo polecac te metode jako wiarygodny sposob rozpoznawania plodnosci. Nie wiem, byc moze w jakims indywidualnym przypadku, u konkretnej kobiety matoda taka bylaby godna zaufania ale to moznaby roztrzygnac dopiero po przebadaniu znaczacej liczby cykli tzn po okresleniu charakteru zaleznosci pomiedzy "pojawianiem sie paprotek" a zaobserwowana dzieki monitoringowi jajnikow owulacja. Obserwacja krystalizacji sliny czy sluzu co do zasady nie jest jednak warta polecania jako metoda rozpoznawania plodnosci dla szerszej, zroznicowanej grupy kobiet. Tu tradycyjne, wielowskaznikowe MRP sprawdzaja sie zdecydowanie lepiej. O ile dobrze pamietam to z wielu mierzalnych parametrow fizykochemicznych sluzu i sliny, ktore wykazuja wyrazna zmiennosc w trakcie cyklu plodnosci ( sklad chemiczny, zawartosc cukrow, pH itp) najscislejszy zwiazek z plodnoscia wykazuje rezystancja sluzu szyjkowego. Dodam na zakonczenie, ze nie pociaga mnie jakos sama idea zautomatyzowania czy chocby silnego zmechanizowania obszaru malzenskiej plodnosci. W moim pojmowaniu NMRP skutecznosc rozpoznania owulacji, skutecznosc ubezpladniania wspolzycia nie sa kryteriami najwazniejszymi ale to temat na troche inna i troche powazniejsza rozmowe...
Monitory cyklu a prawdopodobieństwo poczęcia Autorzy metody niemieckiej Human Reproduction 2003 Pełny tekst za darmo. Wzięto pod uwagę kieszonkowe mikroskopy PG 53, PC-2000 i Maybe Baby oraz inne urządzenia do rozpoznawania płodności, metodę objawowo-termiczną i monitoring cyklu.
niestety nie jestem w stanie podać konkretnych żródeł, bo dawno interesowałam się tym tematem, ale to właśnie opór elektryczny wykazywał brak zbieżności w owulacją, znacznie większy niż w przypadku śluzu i śliny i to chyba dlatego powstało mniej użądzeń do pomiaru tego wskażnika (OvaCue)
Ja jestem posiadaczką donny ale szybko się zniechęciłam i przestalam ją stosować. nie bardzo wiedziałam ile dokładnie mam tej śliny nakładać i jaki obraz na szkiełku powinien być już oznaką płodności kiedy odkładam poczęcie i powinnam powstrzymać się od seksu. w zasadzie to miałam wrażenie, że donna cały czas pokazuje mi płodność
-- "kicham na to, czy mój sąsiad czyta o moich cyklach" ngl
tak zauważyłam korelację: kiedy dawałam kroplę śliny to trudniej było z pojawieniem się paprotek, ale jak polizałam tylko szybkę, to było też dużo grudek... po każdym użyciu czyściłam mikroskop alkocholem....
To, że Donna cały czas pokazuje płodność zwalałam na bark mojego PCO i podwyższonego poziomu estrogenów... gdzieś byla nawet forum dotyczące korelacji tejj choroby z wynikami testow na tych mikroskopach ale zgubilam adres
-- "kicham na to, czy mój sąsiad czyta o moich cyklach" ngl
Producent spiral miedzianych oferuje nowy produkt tester owulacyjny Afrodyta. Tak drogi jak Donna. Użytkowniczka wybiera, czy używa go do planowania rodziny czy anty - pokręcone.