mi się nie chce znosić za każdym razem ironicznych uśmieszków, uwag o kalendarzyku i dobrych rad w stylu "przecież lekarz dobierze ci tabletki tak, żebyś nie miała problemów, po co ryzykujesz?
To rzeczywiście może doprowadzić do szału, ale ja bym raczej spróbowała lekko uświadomić tej osobie, że nie ma pojęcia o czym mówi. Np. pytając na temat której metody się wypowiada? Z wymienieniem nazw kilku.
Kiedyś zaatakowała mnie na konferencji ogólnej jedna narzeczona z prowokującym uśmieszkiem mówić, że jej koleżanka stosuje ta metodę i na niestety dwoje dzieci. Mina z programu "mamy Cię". Na to spokojnie zapytałam, która metodę stosuje, kto ja uczył, jaki kurs przechodziła i czy pani wie na pewno ze te dzieci nie były planowane? Na wszystkie pytania padła już cicha odpowiedź "nie wiem". Wtedy ja spokojnie wytłumaczyłam jakie badania skuteczności są miarodajne. Że muszą to być badania pokazujące prawidłowość przeszkolenia i prawidłowość stosowania metody. To, że ktoś coś stosuje, bo jakoś się dowiedział, nie oznacza jeszcze skuteczności czy nie skuteczności danej metody.