Zarejestruj się

Aby dyskutować we wszystkich kategoriach, wymagana jest rejestracja.

 

Vanilla 1.1.4 jest produktem Lussumo. Więcej informacji: Dokumentacja, Forum.

    •  
      CommentAuthorelfika
    • CommentTimeJul 20th 2014 zmieniony
     permalink
    hej,
    postanowilam zalozyc nowy watek, ktory chodzil juz za mna od dluzszego czasu.

    niestety chowanie w zdrowiu malucha nie przychodzi nam latwo i lekko. czasem zdarzaja sie pobyty w szpitalu. planowane albo nagle. i tak sobie pomyslalam, ze moglybysmy sie dzielic informacjami na temat szpitali, ich sposobu funkcjonowania, czy zaplecza. radzic jak rozmawiac z lekarzami i w ogole.
    mi osobiscie tego brakowalo kiedy przygotowywalam sie do planowego pobytu na dzialdowskiej w warszawie.


    ja osobiecie z Mloda zaliczylam szpital 5 razy. 2 nagle, 3 razy pobyt planowy.
    takze sluze doswidczenie, rada, pocieszeniem
    :bigsmile:
    -- [/url]
    •  
      CommentAuthorelfika
    • CommentTimeJul 20th 2014
     permalink
    ok. to ja zaczne od siebie dwoch ostatnich pobytow.
    na oddziale alergologii na dzialdowskiej w warszawie spotkalam sie z najlepsza jak dotad opieka na dzieckiem i traktowaniem rodzica.
    oddzial jest malutenki. ja osobiscie spalam na podlodze na karimacie w spiworze, sweter robil mi za poduszke. bralam tylko jedna mala walizke na nas dwie bo jechalam z Mloda sama autobusem.
    na dzialdowskiej konsultacje sa do godziny 3 bodajze, ze strony lekarzy jest mnostwo pytan, lacznie z dzieta w ciazy, ale jednoczesnie wiele informacji, jaki i po co badania itd.
    na oddziale jest kacik zabaw dla dzieci, do tego Maluchy sa zabierane na godzine na sale gimnastyczna, kiedy nie odbywaja sie rehabilitacje. do dyspozycji jest kuchnia, wyposazona w lodokwe, czajnik, mikrofale i naczynia. do kuchni nie mozna wchodzic podczas przygotowywania posilkow. toaleta dla rodzicow ze wzgledow epidemiologicznych poza oddzialem, z lazenki mozna korzystac.
    mialam jedno zastrzezenie co do podejscia do pacjenta malegi i rodzica.
    jedna rezydenka, kiedy zapytalam o chrapanie Mlodej mnie ofukala, ze przy takich migdalach to nic dziwnego. problem polega na tym, ze Mloda ma permanentnie duze migdaly a nie chrapie na okraglo. do tego probowala na sile zbadac Mloda i ja zwyczajnie wystraszyla.
    nastepnego mnia zapytalam sie pielegniarek do kogo sklada sie skarge, ktorej ostatecznie nie musialam skladac, jako, ze sam ordynator sie od mnie pofatygowal i przeprosil za zachowanie rezydentki.
    takze wow ;)
    .
    drugi pobyt byl na endokrynologii na litewskiej. oficjalnie rodzic nie moze miec ze soba nic do spania, ani tym bardziej spac z dzieckiem na lozku. nawet dostaje sie do reki regulamin o tym mowiacy. na szczescie Mloda dostala duze lozko wiec nawet sie wyspalam :wink:
    tu troche gorzej w kontaktach z personelem, ale kobitki mialy rece pelne roboty...

    mi sie sprawdza zawsze jedno podejscie. do personelu podchodze na zasadzie prosby o pomoc, zawsze za wszystko, nawet odpowiedzna moje glupie pytania- dziekuje. okazuje zrozumienie dla ich badz co badz trudnej pracy. z lekarzami rozmawiam jak rowny z rownym.
    wlasnie pobyty w szpitalach z Mloda uswiadomily mnie, ze lekarz to nie bog. malo tego lekarz pediatra bez matki nie isnieje, swoja wiedze bez wiedzy matki moze sobie w buty wsadzic. dzieki temu nie daje sobie lekarzowi wejsc na glowe. oczywiscie odnosze sie z szacunkiem, ale jesli lekarz przegina to nie przebieram w slowach.
    -- [/url]
    •  
      CommentAuthor_Fragile_
    • CommentTimeJul 21st 2014
     permalink
    To będzie w takim razie tutaj pasowało. Jak przeczytałam artykuł to mi witki opadły - lepiej wiedzieć, gdzie NIE trafić.

    A Działdowska ma chyba całkiem niezłe opinie? Który w ogóle szpital w Warszawie jest rodzico-przyjazny? To znaczy - nocuje malutkie dziecko, nocuję i ja (chociażby na podłodze).

    Treść doklejona: 21.07.14 05:12
    elfika: alo tego lekarz pediatra bez matki nie isnieje, swoja wiedze bez wiedzy matki moze sobie w buty wsadzic


    Nasza pediatra tak zawsze mówi, że najbliżej dziecka jest rodzic i to rodzic jest w stanie opisać wszystko ze szczegółami lekarzowi i zwrócić uwagę na rzeczy, które lekarz mógłby po prostu przeoczyć...
    --
    •  
      CommentAuthorelfika
    • CommentTimeJul 21st 2014
     permalink
    Czytalam ten artykul. Brak slow...
    Ale z tego co potem czytalam w necie to nie tyle szpital co konkretne oddzialy sa albo nie prorodzinne. Np na kardiologi rodzice nie maja tego problemu co na neuro...

    Jesli zas chodzi o dzialdowska to jest to klinika uniwersytecka, pelno tam sudentow i rezydentow a na mlodych pediatrach idzie oko zawiesic :wink: ale jak widac po naszym pobycie bywa roznie... a mam porownanie bo dzien wczesniej obchod robil mlody chlopak ze studentka z krajow arabskich i po angielsku jej tlumaczyl na co ma zwracac uwage na skorze Bianki, a na koniec podziekowali. Takze ten. Nadzieja jest :wink:
    -- [/url]
    •  
      CommentAuthorazniee
    • CommentTimeJul 21st 2014
     permalink
    Ja opisywałam swój pobyt z Basią w temacie "1-3" ale tam zaginie, więc w skrócie....
    Trafiliśmy z podejrzeniem zatrucia owocem cisu...Szpital na Niekłańskiej w Warszawie, oddział pediatrii ogólnej.
    Bardzo nieprzyjemny personel, zwłaszcza pielęgniarki.Brak empatii w stosunku do dziecka, brak delikatności przy zabiegach. Organizacja pozbawiona uwagi na dobro pacjenta.
    Dla rodziców brak miejsca do spania, nawet karimaty czy koca.
    Jedzenie dla dziecka- nawet psa bym nim nie nakarmiła.
    W "zmywalni" jest lodówka i rozpadający się, brudny czajnik, do gotowania wody na mleko dla dzieci.
    Wypis na żądanie-kilka godzin upominania się.

    No ale przy tym co opisano w artykule, który Frag wkleiła, to mały pikuś :shocked: Szok, szok, szok :confused:
    --
    •  
      CommentAuthorEwasmerf
    • CommentTimeJul 21st 2014
     permalink
    ja tez jestem w szoku, i to w centrum zdrowia dziecka?? i tu lamanie praw i cisza, ale jak chazan zlamal prawo to wielka afera wybuchla.
    do telewizji, mediow, kary przywalic, coby sie nogami nakryli.

    Treść doklejona: 21.07.14 11:52
    my bylismy w szpitalu na neurologii raz na pol dnia (nie liczac OOIOMu po narodzeniu).
    pielegniarka do mnie, ze na razie nie maja lozek, bo ma sie rozumiec ze ja zostaje (bylo to dla niej oczywiste). powiedziala, ze jest tylko pokoj planty, ale pewnie nie chcemy. ja na to, ze ile kosztuje doba. pierwsza 25 zl, kolejne 20. wiec od razu wzielam ten pokoj. pokoj platny ma to do siebie, ze matka ma osobne lozko a dziecko lozeczko. hotel za 20 zl? miodzio
    no ale pobylismy tam tylko ze 2 godziny bo zaraz sie wynieslismy.
    a ci lekarze z centrum zdrowia dziecka wykorzystuje sytuacje podbamkowa matek. bo normalnie to by sie powiedzialo, w dupe mnie pocalujcie, ale przy tego typu smiertelnych chorobach to matka sie ponizy, zeby tylko dziecko mialo opieke najlepszych specjalistow. a szpital to wykorzystuje
    -- ;
    •  
      CommentAuthorluczynka
    • CommentTimeJul 21st 2014
     permalink
    Ja byłam z moim synem 4 lata temu w szpitalu na Kopernika w Warszawie, na chirurgii. Być może coś tam się od tego zmieniło, ale wtedy rodzic nie tylko mógł, ale wręcz musiał zostać z dzieckiem (do któregoś roku życia). Za spanie z dzieckiem w łóżku były reprymendy. Była możliwość wypożyczenia rozkładanych łóżek - 20 zł za noc (przy dłuższych pobytach te opłaty były zmniejszane). Można się było nie załapać na łóżko. Wszystkie maluchy leżały na jednej sali, gdzie było 12 łóżek szpitalnych, więc jak się zjechały matki ze swoimi posłaniami, to praktycznie nie było jak się ruszyć. I duszno.
    --
    •  
      CommentAuthorEwasmerf
    • CommentTimeJul 21st 2014
     permalink
    no wlasnie ja sie zastnawiam jak to mozliwe ze matka nie moze zostac z malolenim, ktory nie moze decydowac w swojej sprawie. a jakby cos sie dzialo w nocy, jakies gwaltowne pogorszenie zdrowiana co potrezbna by byla zgoda rodzica to co? ja wiem, ze szpital moze ratowac bez zgody, ale jak wtedy cos sie stanie to matka duzo latwiej wywalczy cos w sadzie, niz jak podpisala zgode na zabieg swiadoma zagrozenia.

    Treść doklejona: 21.07.14 12:14
    tu jest fajny artykul.
    http://zdrowie.gazeta.pl/Zdrowie/1,105912,8817781,Prawa_rodzicow_chorego_dziecka.html
    -- ;
    •  
      CommentAuthorLily
    • CommentTimeJul 21st 2014
     permalink
    Ja chociaż uniknęłam szpitali przy porodach to i tak dopadły nas w chorobach.
    Szpital dziecięcy na Krysiewicza...zdecydowanie NIE! Izba przyjęć bez podziału na dzieci zdrowe i te które mogą zarażać jakimś choróbskiem. Strasznie długo się czeka w kolejce. Lekarze jakby byli tam za karę. Potem poznałam oddział zakażny na Nowowiejskiego. Są łóżka dla rodziców, co do wyżywienia to nie wiem, bo mały był wtedy na cycku.Pielęgniarki w większości miłe. Lekarze bardzo różni...co mnie denerwowało to brak prowadzącego, każdy mówi coś innego, chaos.

    Szpital na ul Szpitalnej. Tu już było lepiej w izbie przyjęć, jest podział, jest mniejszy ścisk, miła obsługa. Odział reumatologii, do 3 osób na salę. Rodzice mogą mieć materac, no ale o 6 rano już trzeba wstać i pochować wszystko. Jedzenie podłe. Pielęgniarki bardzo sympatyczne. Lekarze na czele z panią Ordynator profesjonalni , ale chyba najchętniej by rodziców wygonili...traktują ich z góry i jak totalnych idiotów.
    •  
      CommentAuthorbrombap
    • CommentTimeJul 21st 2014
     permalink
    Lily, może Krysiewicza nie jest idealnym miejscem, ale - z mojego doświadczenia - gdy coś się działo i jechałam na cito, zawsze uzyskałam pomoc (szycie czoła, uderzenie w głowę, czy zapalenie krtani). Choć przyznam, że brak podziału na zdrowe/chore (choć chyba jest izolatka) skutkuje tym, że potem zawsze zastanawiałam się, co przywieźliśmy do domu. Ospę prawdopodobnie tak....
    --
    •  
      CommentAuthormangaa
    • CommentTimeJul 21st 2014 zmieniony
     permalink
    Szpital Miejski w Tychach.

    Jest o tyle fajnie bo mama ma za darmo łóżko w pokoju Dziecka. Miałam możliwość zamówienia obiadu, była dobrze wyposażona kuchnia z dostępem do wody pitnej w butelkach do przygotowywania pokarmu. Ale też mają swoje za uszami. Wpisują w wypis, że zrobili jakieś badania i wyszły negatywne, podczas gdy ich nie było... (chodzi o badanie na rotawirusy i adenowirusy). Prawdopodobnie dlatego, że po pozytywnym wyniku mieliby sanepid na karku, a że trafiliśmy tam z biegunką i ostrym nieżytem jelit to musieli wpisać, że te wirusy były sprawdzane... W prywatnym badaniu kilka dni wcześniej wyszło jak byk, że to rota. Więc hmmmm... takie "małe" oszustwo...
    Niektóre pielęgniarki niemiłe i bardzo niedelikatne.
    --
    •  
      CommentAuthor_azja_
    • CommentTimeJul 21st 2014
     permalink
    Szpital na Niekłańskiej w Warszawie - nocowaliśmy 5 dób na zakaźnym. Matki mogly wynająć ze sklepiku leżaki za 20 zł za dobę, za polozenie się w jednym łóżku z dzieckiem dostawalo się burę, ale przeciez nie odzwyczaję dziscka od tego typu zasypiania akurat w szpitalu, budząc caly oddzial placzem o 3 w nocy. Więc się i tak kladlam przy usypianiu. Pielęgniarki takie sobie, nie chcialy pobrać kupki do badania na pasożyty, brzydzily się czy co... A prosilam i prosilam, w koncu musialam wyrzucać kupkę, mimo zaleceń lekarza, ze trzeba zrobic to badanie. Lekarza prowadzącego to zobaczylam dopiero w dniu wypisu, a tak to codziennie nowy lekarz oglądał malego, chaos. No i brudno, salowe codziennie jadą na mopie po środku podlogi, zostawiając straszny syf po kątach, a male dzieci wychodzą przeciez trochę z lozeczek, nie da się utrzymać chodzącego dziecka przez tydzien w jednym lozeczku! A to przecież zakaźny jest! Łazienki w takim stanie, ze praktycznie nie do użycia, 5 dni mylam dziecko tylko w umywalce w sali.
    --
    •  
      CommentAuthorbladykot
    • CommentTimeJul 21st 2014
     permalink
    mangaa: W prywatnym badaniu kilka dni wcześniej wyszło jak byk, że to rota.

    a może ten wynik umieścili na wypisie?
    --
    •  
      CommentAuthorazniee
    • CommentTimeJul 21st 2014
     permalink
    azja_4: Matki mogly wynająć ze sklepiku leżaki za 20 zł za dobę,

    hmm...no mi powiedzieli, że nic nie mają...może dlatego, że było późno, a może to nie ten oddział
    --
    •  
      CommentAuthormangaa
    • CommentTimeJul 21st 2014 zmieniony
     permalink
    bladykot: a może ten wynik umieścili na wypisie?

    Ale w wypisie wpisali, że wynik badania na rotawirusy i adenowirusy był ujemny. :wink: Nie pobrali ani razu kupki, bo sama osobiście wyrzucałam. Mąż podszedł tuż przed wyjściem ze szpitala do ordynatorki z pytaniem czemu wpisali, że badali jak nie badali to zarzekała się, że pobrali próbkę...
    A wynik prywatnego badania na obecność rotawirusa w kale był dopiero do odbioru po wyjściu ze szpitala. Podczas pobytu nie mieliśmy świadomości, że to rotawirus. Oczywiście przypuszczenia były, ale Mała dosyć "lajtowo" (jak na rota) to przechodziła, więc pewnie w szpitalu stwierdzili (tak jak zresztą nasza Pediatrzyca), że nie wygląda to na rota i wpisali to co im się podoba.
    Diagnoza brzmiała mniej więcej: ostry nieżyt jelit i żołądka o nieznanej przyczynie.

    Ponieważ u dzieci poniżej roku po hospitalizacji w związku z nieżytem żołądka i jelit pojawia się po jakimś czasie sanepid w domu (u nas tak było) powiedzieliśmy o tym wszystkim facetowi który u nas był. Nie bardzo chciał się tym zająć, ale powiedzieliśmy, że to jest oszukiwanie rodziców, którzy mają prawo do rzetelnej informacji, poprosił więc o ten nasz wynik. Nie mieliśmy przy sobie bo pediatra zostawiła w karcie w przychodni więc facet powiedział, że dla niego nie ma sprawy w takim razie.
    Gdybym wiedziała, że przyjdzie to bym się przygotowała i ściągnęła ten wynik z przychodni. No ale nie wiedziałam, że w ogóle sanepid nam się zwali do domu. :wink:
    --
    •  
      CommentAuthorYPolly
    • CommentTimeJul 21st 2014
     permalink
    O matulu, czytam i wlos sie na glowie jezy.

    Mialam okazje lezec ze starsza, jak ta miala niecaly rok i zlapala rotawirusa. Z ta roznica, ze w Niemczech.

    Opieka bardzo dobra. Ciagle informowanie o wykonywanych badaniach, wyjasnienie, co jak dlaczego. Nie musialam nic pytac. Pielegniarki zainteresowane dzieckiem, same przychodzily pytac, czy cos nam nie trzeba. Jako, ze z powodu odwodnienia musialysmy monitorowac wage po kazdym karmieniu i kupie, rowniez nocnym, to przychodzily na kazdy dzwonek.

    Z warunkwo... Pokoj dostalysmy dla siebie z lazienka. Ja normalne lozko, ona lozeczko.Telewizor, zabawki dla dziecka, dla mnie biurko z dwoma krzeslami. Wieczorem przychodzila pielegniarka z pytaniem, co bedziemy jesc nastepnego dnia. Moglam sobie wybrac jedno z trzech dan. Dla dziecka rowniez, choc akurat chora corka tylko na piers miala ochote.

    Bylam w szoku, ze tak mozna, zwlaszcza po poprzednim pobycie w polskim szpitalu. Naprawde warunkow nie ma co porownywac, bo inne pieniadze tu i tam, ale podejscie do pacjenta w panstwowym szpitalu, bez znajomosci, tez zupelnie inne. A to nie jest miara pieniedzy przeciez.
    --
    •  
      CommentAuthorLily
    • CommentTimeJul 21st 2014
     permalink
    No fakt , nie ma co porównywać naszych warunków szpitalnych do Niemieckich bo można się załamać...
    •  
      CommentAuthormontenia
    • CommentTimeJul 21st 2014
     permalink
    I ja przeklejam z watku o maluchach :wink:
    Szpital Jurasza Bydgoszcz ,oddzial gastrologii i alergologii
    Ja bylam z mlodsza corka nagle w szpitalu,jak drgawki miała i zap.pluc. Lekarz nam się super trafil,taki z powolania naprawdę. Wszystko tlumaczyl,pocieszal itp. W ogole na tym oddziale cudna opieka była. Bylam przy zakładaniu werflonu,przy każdym wlewie dożylnym. Od razu dostałam lozko do pokoju! tzn, taki rozladany fotel+posciel. Placilam przy wypisie,prawie 150zl za 5 dni. Jedyny minus co tam był,to ciężko było z jedzeniem,bo mogłam jesc tylko w takiej kuchence specjalnej,a tam mogłam wejść bez dziecka(a corka na mnie wisiała cala dobe prawie), a w pokojach nie bardzo było wolno. Co prawda pielęgniarki przymykaly oko i pozwalaly jesc,ale po kryjomu :wink:.
    Dostep do prysznicy itp. także miałam swobodny.
    •  
      CommentAuthorCaris
    • CommentTimeJul 21st 2014 zmieniony
     permalink
    My spędziłyśmy tylko nockę i dopołudnie na IP w Katowicach na Ligocie z powodu rota.
    Dotarliśmy tam o 20-tej, krew do badania pobrano ok.22-giej, lekarz mógł się nami zająć ok.1-2-giej w nocy, już nie pamiętam dokładnie. Dzieci z rota, wymiotujące i niezdążające do toalety, w jednej poczekalni z tymi po urazach. Ludź na ludziu.
    Nie wiem, jak opieka na oddziale, bo z powodu braku miejsc, po "przyjęciu" czas spędziliśmy w boksie na IP.
    Wkłuwanie się z wenflonem w żyłę było straszne, a myślałam, że na Ligocie to będzie pestka. Po 4 nieudanych próbach ---> blok operacyjny, żeby anestezjolog wkłuł się w szyję. Tam plastry mocujące wenflon przykleili Nince na spoconą (ze stresu) skórę, więc 10min. później wenflon wypadł. W końcu jakaś pielęgniarka bez problemu wbiła się w nóżkę.
    Z dzieckiem podczas zabiegów może standardowo przebywać 1 rodzic (oprócz bloku op., wiadomo)
    Koleżanka byłą 2 dni później z 5-latką, historia podobna.
    Niby tylko wizyta na IP, ale piszę, bo jeśli ktoś jest z miasta ościennego, powód wizyty na IP niewymagający super specjalistów, a miejscowa IP w miarę, to może warto zostać "u siebie".
    --
    •  
      CommentAuthorElse
    • CommentTimeJul 21st 2014
     permalink
    Ja z moim synkiem leżelismy tyle razy w szpitalach, że trudno już zliczyć. Pierwszy raz gdy Dawidek miał 3 tyg - szpital na Chodkiewicza w Bydgoszczy - oddział dla noworodków. Tutaj na noc rodziców wypraszano. Ciężkie przezycie dla rodziców, szczególnie dojezdnych. Spałam u kumpla, w nocy co 2h wstawałam odciagac pokarm by na drugi dzien zanieść na oddział "cały zapas", by starczyło na noc... Ryczałam jak bóbr, ale nie było opcji zostania na noc.

    Biedny mój kumpel musiał rano wstawać, i znosic mój pospiech by JUŻ byc u synka...

    Potem byłam w szpitalu - u siebie w mieście i tam idealnie: Matka swoje łóżko- dziecko swoje, czysto, miły personel (płatne, ale nie wiem ile).

    Potem szpital wojskoey w Bydgoszczy (3 razy ta przyjemność): brud, smród i jakas kiła... Spanie dla matki zależy na czym sie trafiło: z dzieckiem w jednym łóżku lub na podłodze - na materacu.

    Szpital zakaxny w Bydgoszczy - spanie na gołej podłodze (usyfionej, że wolałabym spac w błocie), personel fatalny.

    Szpital w Grudziądzu - chirurgia. Spanie na kalimacie lub leżaku (mega niewygodnym), ale czyściutko, personel fajny).

    No i przed nami jeszcze będa pobyty w szpitalach - zycie...
    --
    •  
      CommentAuthorsardynka85
    • CommentTimeJul 22nd 2014 zmieniony
     permalink
    My póki co mamy za sobą pobyt w Salve w Łodzi na neonatologii z zapaleniem płuc (Misiek miał 3 tygodnie)...jedyny minus, że rodzice po 22 musieli opuszczać oddział, a przy 3 tygodniowym noworodku karmionym piersią to średnio fajne :/
    Plusem było to, że oddział malutki, czyściutki, praktycznie indywidualna opieka nad dzieckiem, lekarz z którym można porozmawiać o każdej porze dnia itp. Misiek najpierw był w izolatce i tam niestety miałam do dyspozycji jedynie mało wygodne krzesło do siedzenia, później przenieśli go na salę (cały czas był sam w pokoju) i tam już mogłam siedzieć/ karmić/ zdrzemnąć się w dzień na takim ikeow'skim fotelu więc o wiele wygodniej...
    Spędziliśmy tam 9 dób, mimo braku "noclegów" wspominam ten pobyt całkiem dobrze, pewnie dzięki fantastycznej opiece lekarskiej i położniczej/ pielęgniarskiej...
    --
    •  
      CommentAuthor_Fragile_
    • CommentTimeJul 22nd 2014
     permalink
    Monia502: oddział dla noworodków. Tutaj na noc rodziców wypraszano


    Kurka, a jak mama karmi piersią i np. nie może odciągać? Nie u każdej się da laktatorem, Jezu, ja bym się wściekła... Dla mnie to jest w ogóle nie do pomyślenia, dziecko w momencie, kiedy najbardziej potrzebuje matki (w końcu nei bez kozery mówią o pierwszych trzech miesiącach jako IV trymestrze) i jest samo, samiusieńkie.
    --
    •  
      CommentAuthorTEORKA
    • CommentTimeJul 22nd 2014
     permalink
    My spędziłyśmy tylko dwa dni (i mam nadzieję nigdy więcej) w Krakowie Prokocimiu.
    Na oddziale neurochirurgii.
    Nie pamiętam żadnych niemiłych incydentów, żadnych bulwersujących zdarzen itp.
    Byłam zadowolona z opieki, z warunków itp.
    Także nie miałabym na co narzekac.
    --
    •  
      CommentAuthorazniee
    • CommentTimeJul 22nd 2014
     permalink
    Dla mnie wypraszanie rodziców jest nie do pomyślenia. Do teraz nawet nie wiedziałam, że to jest jeszcze możliwe (nie licząc ciężkich przypadków, oiom-u, sali pooperacyjnej). W głowie mi się to nie mieści, ja sobie po prostu nie wyobrażam. W naszej sytuacji byśmy po prostu wyszli wszyscy troje, ale są sytuacje, kiedy nie można tego zrobić...eh.
    Czy to jest w ogóle zgodne zgodne z prawem?
    --
    •  
      CommentAuthorbladykot
    • CommentTimeJul 22nd 2014 zmieniony
     permalink
    azniee: Dla mnie wypraszanie rodziców jest nie do pomyślenia.

    jak rodzic mdleje to kogo (jestem pielęgniarką) mam łapać dziecko czy znaleźć trzecią rękę by złapać rodzica?
    --
    •  
      CommentAuthor_hydro_
    • CommentTimeJul 22nd 2014 zmieniony
     permalink
    azniee: Czy to jest w ogóle zgodne zgodne z prawem?


    Z tego, co wiem, niezgodne.

    bladykot: jak rodzic mdleje to kogo (jestem pielęgniarką) mam łapać dziecko czy znaleźć trzecią rękę by złapać rodzica?


    Nie rozumiem pytania - co ma piernik do wiatraka? Dziecko ma prawo być z rodzicem, nie ważne czy to się podoba personelowi szpitala, czy nie. Wręcz wypadałoby pamiętać, że gdyby nie obecność rodziców na oddziale, pielęgniarkom raczej przybyłoby obowiązków, czyż nie?

    PS Ja byłam dwa razy w moim miejscowym szpitalu, po jednym razie z każdą córką. Rodzice dostają swoje łóżko (płatne 10 zł za dobę, a jeśli dziecko jest karmione wyłącznie piersią, to bez opłat), sale 2-3 osobowe, dla rodziców jest łazienka, możliwość skorzystania z kuchni, nie ma wypraszania z zabiegowego, wszystkie pielęgniarki i zdecydowana większość lekarzy ma fantastyczne podejście i do dzieci, i do ich rodziców. Naprawdę życzyłabym sobie, żeby wszędzie tak było.
    --
    •  
      CommentAuthor_Fragile_
    • CommentTimeJul 22nd 2014
     permalink
    bladykot: zy znaleźć trzecią rękę by złapać rodzica?


    Ale czemu masz łapać rodzica? Poza tym to są chyba sporadyczne przypadki, tak samo jak z facetami mdlejącymi przy porodzie, a jednak nikt na "zaś" ich nie wyprasza (nie wiadomo, który zemdleje, a który nie).
    --
    •  
      CommentAuthorazniee
    • CommentTimeJul 22nd 2014 zmieniony
     permalink
    Sorry, bladykot, ale Twoje pytanie jest tak śmieszne i pozbawione sensu, że nawet nie próbuję odpowiedzieć. Na dodatek widać w nim tę bezczelność, którą obserwuje się wśród PERSONELU medycznego- nie dziwne, że odeszło się już od określenia "służba zdrowia" :confused:

    Rodzic mdleje...i pewnie jeszcze rzyga na podłogę na widok zasranej pieluchy....:confused:
    --
    • CommentAuthorTomek28
    • CommentTimeJul 22nd 2014
     permalink
    Nie każdy rodzic mdleje, a dla dziecka jednak jest ważne to aby rodzic było obok bo czuje się bezpiecznie.
    •  
      CommentAuthorsardynka85
    • CommentTimeJul 22nd 2014
     permalink
    Bez przesady z tymi omdleniami :wink: Jakoś z prywatnego gabinetu przy pobieraniu krwi nikt rodzica nie wyprasza, przy szczepieniu też rodzic być musi także wątpię aby nagle w szpitalu miało być inaczej...
    --
    •  
      CommentAuthorElse
    • CommentTimeJul 22nd 2014
     permalink
    jak rodzic mdleje to kogo (jestem pielęgniarką) mam łapać dziecko czy znaleźć trzecią rękę by złapać rodzica?


    Bladykocie!!! W każdym szpitalu przed pobraniem krwi u mojego dziecka pielęgniarki pytały mnie czy będę mdleć. Mówiłam, że nie i zawsze zastanawiałam sie po co to pytanie pada, do czasu... Raz weszłam z synkiem do zabiegowego i po prostu czułam, że "padnę". Nie ze względu, że kłucie, krew... Tylko z bólu jajnika...

    Myślicie, że mnie wyproszono? Nie! Pani podała mi krzesełko, uchyliła okno i wszystko szło zgodnie z planem.

    Dodam, że nikt mnie nie skrytykował, nie opieprzył... Wręcz przeciwnie... Pomimo przeszkód, było to miłe doświadczenie...
    --
    •  
      CommentAuthorTEORKA
    • CommentTimeJul 22nd 2014 zmieniony
     permalink
    Pobieranie krwi mówicie.....
    Ja z Ninką byłam przy jej znieczulaniu do TK głowy, znieczulaniu które polegało na wprowadzeniu dziecku w dupkę wlewu specjalnego.
    Moim zadaniem było ją trzymać tak, żeby pielęgniarka dała radę to zrobić niczego nie uszkadzając.
    I nikt mnie nie spytał czy dam radę, czy zemdleję czy mi słabo się nie zrobi etc.
    Mimo, że było to dość traumatyczne [dziecko patrzące mi w oczy błagającym spojrzeniem i krzyczące mamusiu mamusiu !] to do dzisiaj nie żałuję, że z nią wtedy byłam i że to ja ją trzymałam a nie jakieś obce kobitki.....
    Również ja niosłam ją przez cały szpital na tą tomografię, ja kładłam ją na maszynie do tejże oraz ja ją zdejmowałam i zanosiłam do sali już po wszystkim.
    Nikt w ani jednym momencie mnie od mojego dziecka nie odsunął.
    --
    •  
      CommentAuthormontenia
    • CommentTimeJul 22nd 2014
     permalink
    Bladykocie, a ile razy zdarzylo Ci się,ze musialas łapac rodzica?
    :cool:
    •  
      CommentAuthorElse
    • CommentTimeJul 22nd 2014
     permalink
    Mimo, że było to dość traumatyczne [dziecko patrzące mi w oczy błagającym spojrzeniem i krzyczące mamusiu mamusiu !] to do dzisiaj nie żałuję, że z nią wtedy byłam i że to ja ją trzymałam a nie jakieś obce kobitki....


    Otóż to ;). Najważniejsze, że dziecko czuje naszą obecność w tak traumatycznych chwilach. Niefajnie jest patrzeć na ukochane dziecko, błagającego o Pomoc", ale w osamotnieniu byłoby mu trudniej znieść takie sytuacje.

    Też byłam z małym podczas znieczulania przed MRI, u nas nie było w dupkę, tylko w żyłę, ale patrzeć jak dziecko traci siły, odpływa, również jest dla matki wyciskaczem łez, ale warto byc z dzieckiem, bo jego stres nie jest warty wypraszania rodziców z sal...
    --
    •  
      CommentAuthorElyanna
    • CommentTimeJul 22nd 2014
     permalink
    Boże, ja to bym mdlała właśnie jakby mnie od dziecka odsunęli w takich chwilach! No łzy same mi się cisną do oczu jak pomyślę o chorym, cierpiącym niemowlaczku wołającym mamę, przerażonym, samym w obcym miejscu. No koszmar nieopisany...

    Dobrze, że jest ten wątek. Obym nigdy nie skorzystała ze zdobytych tu informacji.
    --
    •  
      CommentAuthorJudyta08
    • CommentTimeJul 22nd 2014 zmieniony
     permalink
    Jestem z województwa lubuskiego, ale zawsze świadomie kładliśmy się na oddział w Międzychodzie (woj. wielkopolskie).
    Kolorowe sale, każda miała swoją nazwę. Na sali dwa łóżka- jedno dla mamy + drugie dla dziecka. Czysto i miło.
    Po zmianie lekarza trafiliśmy na oddział w Międzyrzeczu (woj. lubuskie). Tutaj również przyjemnie :-) Lekarze super. Pielęgniarki miłe. Bardzo duża, kolorowa świetlica.
    Okropne wspomnienia- rzekłabym trauma do końca życia- z oddziału chirurgii dziecięcej w Gorzowie Wlkp.
    Na samo wspomnienie łezka kręci się w oku...
    Podobnie jak wspominałyście wcześniej, zabierano dziecko. Rodzic nie mógł wchodzić do zabiegówki. Dzieci krzyczały w niebogłosy, co pielęgniarki komentowały: Czego się drzesz? Przestań się rzucać, bo Cię zwiążę! Brak empatii, współczucia, wyrozumiałości. Pierwszą noc spędziłam na stojąco w sali pooperacyjnej. Na każdej wizycie rodzice musieli opuszczać sale. Dzieci były przerażone. Tak jak w zabiegówce padały teksty: "A ten co tak ryczy! Patrz na tą, udusi się zaraz od płaczu!".
    U mojej córci ciężko znaleźć żyłkę do wkłucia, dlatego wenflon miała w nóżce. Jednej pielęgniarce strasznie to przeszkadzało. Zabrała mi małą na badania, wróciła po 20 minutach z napuchniętą od płaczu przerażoną Hanią, Obie rączki poobklejane plasterkami. Pielęgniarka próbowała znaleźć jednak jakąś żyłę na rękach... Ale "rzeczywiście się nie dało"... Hania miała więc wenflon w drugiej nóżce... Były na tyle bezczelne, że kiedy zaczynało się do nich mówić, to wychodziły trzaskając drzwiami.
    Hanulka, odkąd skończyła 9 miesięcy, robiła kupkę do nocnika. Nie potrafiła robić w pieluszkę. Niestety zabroniono nam używać nocnika, do ubikacji Hania nie mogła chodzić- pierwsze 3 doby nie mogła opuszczać sali, leżała pod kroplówkami. "Jak jej się chce naprawdę, to zrobi do pampersa, a jak nie zrobi, to udawała! Bez przesady, żeby roczne dziecko stawiało matce warunki! Na nocnik! Na nocnik to na trzy lata!" Nie zrobiła... Płakała, prosiła, ale do pampersa nie umiała...
    Po pobycie w szpitalu Hania bała się wszystkich... Uczyła się zaufania do taty, brata. Tylko przy mnie czuła się bezpiecznie. Kiedy odkładałam ją do łóżeczka i chciałam wyjść z pokoju, dostawała ataku paniki. Zapewne myślała, że za chwilę wejdzie "cudowny obchód"... W nocy budziła się z krzykiem. Spała więc ze mną, kurczowo trzymając mnie za rękę czy koszulkę. Musiała mieć pewność, że nikt jej nie zabierze.

    hydrozagadka: azniee: Czy to jest w ogóle zgodne zgodne z prawem?

    Z tego, co wiem, niezgodne.

    Hydro, masz na to jakiś dokument? Z chęcią bym o tym poczytała, żeby w razie czego powołać się na jakiś paragraf.
    --
    •  
      CommentAuthormontenia
    • CommentTimeJul 22nd 2014
     permalink
    •  
      CommentAuthorJudyta08
    • CommentTimeJul 22nd 2014 zmieniony
     permalink
    Powinny mieć prawo do tego, aby cały czas przebywali razem z nimi w szpitalu Rodzice lub Opiekunowie to nie to samo co mają prawo. Wygląda to raczej tak, że powinni pozwolić przebywać z dzieckiem, ale wcale nie muszą :neutral:
    Zależało mi bardziej na paragrafie, w którym czarno na białym jest napisane, że nie wolno zabraniać matce/ojcu przebywać z nieletnim dzieckiem.

    Treść doklejona: 22.07.14 18:40
    Ok, znalazłam :-)

    Prawa Pacjenta- Obecność rodzica przy założeniu wenflonu

    Prawo do obecności osoby bliskiej podczas zabiegu leczniczego oraz do dodatkowej opieki pielęgnacyjnej sprawowanej przez osobę bliską wynika z ustawy z dnia 6 listopada 2008 r. o prawach pacjenta i Rzeczniku Praw Pacjenta ( Dz. U. z 2009 r., Nr 52, poz. 419 z poźn. zm.). Podobne w treści gwarancje praw dziecka do opieki rodziców wynikają również z Konwencji o Prawach Dziecka (Dz. U. z 1991 r. Nr 120, poz. 526 z późn. zm.), której Polska jest stroną.

    Oczywistym i bezspornym jest prawo dziecka do opieki podczas leczenia, szczególnie w szpitalu. Jest to istotne zarówno dla przebiegu leczenia, poczucia bezpieczeństwa dziecka ale również i dla pracowników szpitala, ponieważ znacznie ułatwia opiekę nad dzieckiem.

    W rezultacie rodzice małego pacjenta mogą przebywać z dzieckiem podczas udzielenia świadczenia zdrowotnego. Jednakże w przypadku gdy obecność rodzica ( jego zachowanie się) uniemożliwia leczenie to lekarz może nakazać opuszczenie placówki. Ponadto lekarz odmówi prawa do obecności rodzica z uwagi na:
    - zagrożenie epidemiczne,
    - rodzaj zabiegu (np. konieczność przeprowadzenia zabiegu w warunkach sterylnych, na bloku operacyjnym).

    Należy jednak pamiętać, że odmowa wyrażenia zgody na obecność rodziców jest sytuacją szczególną i wyjątkową. I poza oczywistymi przypadkami nie powinna być stosowana.
    --
    •  
      CommentAuthorbladykot
    • CommentTimeJul 22nd 2014
     permalink
    Judyta08: Oczywistym i bezspornym jest prawo dziecka do opieki podczas leczenia, szczególnie w szpitalu. Jest to istotne zarówno dla przebiegu leczenia, poczucia bezpieczeństwa dziecka ale również i dla pracowników szpitala, ponieważ znacznie ułatwia opiekę nad dzieckiem.

    Jakoś nie zauważyłam w swojej pracy tego "cudownego" wpływu rodzica na dziecko. Przeważnie zwiększają histerię dziecka. Nie potrafią odpowiednio mocno przytrzymać dziecka np podczas zakładania wenflonu przez co trzeba je kłuć ponownie.
    montenia: Bladykocie, a ile razy zdarzylo Ci się,ze musialas łapac rodzica?

    Tylko kilka ponieważ ich nie wpuszczamy go gabinetu zabiegowego podczas szycia, siedzą za drzwiami.
    --
    •  
      CommentAuthorazniee
    • CommentTimeJul 22nd 2014 zmieniony
     permalink
    Co ta praca robi z ludzi...Do kostnicy pracować, jak do żywych nie ma serca, zwłaszcza do dzieci... :confused:
    NIESMAK :confused:

    Byłam w kilku szpitalach i takie chamstwa i bezduszności jak w dziecięcym, nie spotkałam nigdzie.

    bladykot: Jakoś nie zauważyłam w swojej pracy tego "cudownego" wpływu rodzica na dziecko.

    Ale ciekawe co by było, jakby trzeba było pieluchy zmieniać, tyłki podcierać i po nocach pilnować....A nie sorry, leżałyby osrane do rana, a jak trzeba to jeszcze przywiązane.
    --
    •  
      CommentAuthorElse
    • CommentTimeJul 22nd 2014
     permalink
    Blady Kotku!!!!
    Ale od Trzymania poprawnie dzieci jesteście Wy!!!! Rodzic nie jest od tego!!! Owszem tez nie raz trzymałam swoje dziecko, ale to wynika niestety z niedoboru presonelu. Wszędzie tam, gdzie są dwie pielęgniarki miała TYLKO stać i BYĆ przy dziecku, by nie przezywało dodatkowego stresu, że w obcym miejscu, jakieś obce panie robią mu "krzywdę" (bo dziecko tak to odbiera), a mama znika za drzwiami (być może nie wróci - bo dziecko niestety tak może myśleć...).

    Uważam, że wypraszanie rodzica z pokoju zabiegowego, podczas gdy dziecko przerażone krzyczy "mamusiu! mamusiu!" jest zwykłym pastwieniem sie nad nim (wiem, mocne słowa, zaraz ktoś mnie zbeszta).

    należałam sie po szpitalach i wiem, że są sposoby na to by rodzic mógł być przy dziecku i jednocześnie nie "przeszkadzał". Wystarczy dobra organizacja. Wprowadzenie rodzica w temat: co będziemy robić i jak się trzeba zachować...

    Jak Boga kocham nigdy nie widziałam by- cytuję:

    Przeważnie zwiększają histerię dziecka.
    ...

    Zastanawiam sie Bladykocie, czy Ty zostawiłabyś z miłą chęcią swoje dziecko podczas takich zabiegów samo, przerażone...

    A pewnie nieeee, bo jesteś w zawodzie i Twoje dziecko mogłoby mieć przywilej bycia z mamą...

    Sorry, ale uniosłam sie, gdyż mnie takie podejście do dzieci zwyczajnie wnerwia....
    --
    •  
      CommentAuthormontenia
    • CommentTimeJul 22nd 2014
     permalink
    Bladykot,ja bylam przy szyciu glowy mojej 5 letniej wtedy corki. Na zywca,bez zadnego znieczulenia! I wiesz co,ja nie zemdlałam,poprostu przytrzymywalam ja,mowilam jaka jest dzielna,ze jestem przy niej i nie pozwole skrzywdzić. I wiesz co? Nawet nie drgnela przy szyciu! Wiedziala,ze jestem,ze trzymam ja za reke. I wiem na 1000%,ze gdybym ja była poza gabinetem,to dalaby im dopiero do wiwatu,chyba by musieli ja poddac sedacji. Ale trafiłam na fantastyczne 2 pielgniarki i swietnego lekrza,ktorzy ani myśleli wypraszać mnie z gabinetu. Poprosili tylko,abym ja została a tata poczekal przed gabinetem,bo za mało miejsca przy stole zabiegowym by było. Ale ja bylam i nie wyobrażam sobie poddac dziecko jakiemu kolwiek zabiegowi typu wklucie,szycie ,rentgen bez obecności mojej lub innej bliskiej osoby.
    Niestety często taka nerwowa atmosferę stwarzają ludzie w kitlach,bo gdyby ich opanowanie,uspokojenie matki i dziecka(wiem,wiem trzeba chcieć i jeszcze czas goni,zeby być człowiekiem).
    I to jest skandal,bo takie osoby nie powinny pracować z dziecmi,skoro uwazaja,ze obecność kogos,komu dziecko ufa bezgranicznie jest niepotrzebna.
    •  
      CommentAuthorElse
    • CommentTimeJul 22nd 2014
     permalink
    A nie sorry, leżałyby osrane do rana, a jak trzeba to jeszcze przywiązane.


    Duzo sie nie pomyliłaś, gdyż jak mój syn leżał na tego Chodkiewicza, to miał przywiązany smoczek do twarzy, gdyż w nocy rodzic był wyautowany do domu, a dzieciak się darł, bo chciał się przytulic do piersi, possać mleko... Smok - wiadomo nie cycek, więc był wypluwany. jaka rada? Przywiązać bandażem przez głowę i mieć spokój...
    --
    •  
      CommentAuthorEwasmerf
    • CommentTimeJul 22nd 2014
     permalink
    matko boska czestochowska, nie wierze w to co czytam
    -- ;
    •  
      CommentAuthorElse
    • CommentTimeJul 22nd 2014
     permalink
    A wiecie w co ja nie wierzę? Że kobieta (najczęściej tez matka) może z zimną krwią pisać takie (przepraszam) bzdury, o jakich pisze Bladykot. Jak można nie mieć współczucia dla małego dziecka, jak i dla jego rodziców. Przecież my sie martwimy!!!! Jest stres, bo dzieciak chory, a tu jakaś zimna pielęgniara dokłada kolejnego stresu wywalając rodzica za drzwi zabiegówki... I teraz: w jednej salce drze sie przerażone dziecko, a za drzwiami stoi rodzic, któremu pęka serce, że nie może nic zrobić (choćby pocieszyć, pogłaskać po główce, zwyczajnie spokojnie dziecku mówic, że "wszystko jest dobrze"...).

    Do pracy z dziećmi trzeba mieć powołanie i cierpliwość... Wiem, że nie jest łatwo, bo tą cierpliwość trzeba miec tez względem tego przerazonego rodzica, ale HELLOŁ! SAMEŚMY SE ZAWÓD WYBIERAŁY....!!!!

    <span style="font-size:11px;color#333;">Treść doklejona: 22.07.14 21:15</span>
    Jakoś nie zauważyłam w swojej pracy tego "cudownego" wpływu rodzica na dziecko


    A jeszcze muszę wrócić do tego zdanka.
    Sorry, ale co Ty myślałaś, że obecność rodzica spowoduje, że dziecko na widok igły się uśmiechnie????
    Przecież ono tak czy siak się boi. Będzie się bronić. Tu nie chodzi by w zabiegówce zapanował spokój, cisza i sielski nastrój. Chodzi o złagodzenie stresu...
    --
    •  
      CommentAuthor_hydro_
    • CommentTimeJul 22nd 2014
     permalink
    Monia502: Ale od Trzymania poprawnie dzieci jesteście Wy!!!! Rodzic nie jest od tego!!! Owszem tez nie raz trzymałam swoje dziecko, ale to wynika niestety z niedoboru presonelu. Wszędzie tam, gdzie są dwie pielęgniarki miała TYLKO stać i BYĆ przy dziecku, by nie przezywało dodatkowego stresu, że w obcym miejscu, jakieś obce panie robią mu "krzywdę" (bo dziecko tak to odbiera), a mama znika za drzwiami (być może nie wróci - bo dziecko niestety tak może myśleć...).


    Otóż to. W "moim" szpitalu też tak jest - dwie pielęgniarki zajmują się dzieckiem (wenflon i te sprawy), a rodzic jest od tego, żeby przy tym dziecku być. Głaskać po głowie, mówić, pokazywać, że jest i czuwa. Tyle. I tak, zdecydowanie łatwiej dzieci znoszą wtedy zabiegi.

    bladykot: Jakoś nie zauważyłam w swojej pracy tego "cudownego" wpływu rodzica na dziecko. Przeważnie zwiększają histerię dziecka.


    I napisz jeszcze, że zawód świadomie wybierałaś :confused:
    --
    •  
      CommentAuthorazniee
    • CommentTimeJul 22nd 2014
     permalink
    Tak...podpiszę się za Monią wszystkimi kończynami i na tym zakończę, bo ja bym tego tak cenzuralnie nie ujęła :confused:
    Przynajmniej mamy kolejny dowód na to dlaczego jest jak jest... I powtórzę za moją koleżanką- ratowniczką- 80% ludzi w zawodach medycznych się do tej pracy psychicznie nie nadaje.
    --
    •  
      CommentAuthorEwasmerf
    • CommentTimeJul 22nd 2014
     permalink
    ja tak troche abstrachujac od szpitali. powiem wam, ze spotykam na kazdym kroku ludzi, ktorzy maja podejscie i ludzi ktorzy nie maja.
    1. bylismy z malym u fryzjera jak mial chyba 1,5 roku, pierwszy raz. fryzjerka powiedziala, ze NIC na sile nie zrobi, chocby miala polowe glowy obciac a drugiej juz nie dac rady. bo sie dziecko zniecheci i nabierze awersji do fryzjera. obciela najpierw kawalek glowy, potem mlody sie pobawil, obciela w tym czasie mnie, potem znow kawalek malego. jak widziala ze ma dosc to znow go puszczala, potem znow obcinala. efekt: maly lubi fryzjera.
    2. jak sie umawialam na wizyte do dentysty, to dentysta od razu mi zastrezgl ze nic na sile nie robia. uprzedzil, ze moze sie zdarzyc tak, ze maly buzi nie otworzy i wizyta bedzie polegala na tym, ze tylko pogada z nim o myciu zebow. maly bez problemu wspolpracowal.
    3. mielismy pobieranie krwi. pielegniarka sie wklula w zyle i zdziwiona bardzo ze maly sie poruszyl. u niej nerw, u mnie nerw. przyszla inna, wziela paluszek, pogadala z malym, jakies takie smieszne dzwieki zaczela wydawac przy pompowaniu, potem plasterek i maly wprawdzie plakal, ale nie wil sie jak piskorz i dumny byl z siebie.
    wiem, ze sa sytuacje, kiedy dziecko trzeba przytrzymac na sile, ale duzo zalezy od podejscia lekarza.
    -- ;
    •  
      CommentAuthormangaa
    • CommentTimeJul 22nd 2014
     permalink
    Bladykot należy chyba do pokolenia pielęgniarek, co Pani, która nas przyjmowała na oddział i raczyła stwierdzić, że moja Mała "boi się mamy" dlatego tak płacze. Chciała mnie wyprosić, bo nie radziła sobie z założeniem woreczka na mocz... Mnie się w takich sytuacjach włącza wkurw, zupełnie tak samo jak przychodzę do jakiegoś urzędu i Pani nie raczy łaskawie odpowiedzieć na "dzień dobry".

    A i dostałam jeszcze zjebkę, że dziecko nie ma kompletu szczepień.
    Kumacie... w szpitalu, w którym oszukują na badaniach by nie ściągać do siebie sanepidu...
    --
    •  
      CommentAuthorLily
    • CommentTimeJul 22nd 2014
     permalink
    W Polsce to lekarze sobie myślą, że są jakimiś nadludźmi. Nie wiem jak Wy , ale ja będąc w szpitalu czułam się trochę jak w więzieniu. Nikt nic nie wiedział, jedna pielęgniarka porwała (dosłownie) mi dziecko nad ranem, żeby pobrać mocz i zamiast założyć woreczek to na chama cewnik, odciągnęła na chama napletek i teraz synek ma zrosty przez nią. Traktowanie z góry i jak jakiegoś nieuka to standart u proffesorków medycyny.
    W Niemczech to nie do pomyślenia - rodzic , MUSI być przy dziecku. Generalnie gdy zabierają dziecko i coś robią za zamkniętymi drzwiami , dziecko wraca zapłakane i przerażone to można złożyć doniesienie do prokuratury o znęcanie. Szpitale właśnie w Niemczech miały sporo takich spraw, przegrywali więc zmienili przepisy - da się? Da się.
Chcesz dodać komentarz? Zarejestruj się lub zaloguj.
Nie chcesz rejestrować konta? Dyskutuj w kategoriach Pytanie / Odpowiedź i Dział dla początkujących.