Zarejestruj się

Aby dyskutować we wszystkich kategoriach, wymagana jest rejestracja.

 

Vanilla 1.1.4 jest produktem Lussumo. Więcej informacji: Dokumentacja, Forum.

    •  
      CommentAuthor_figa
    • CommentTimeJan 4th 2017
     permalink
    Ja jem słodycze sporadycznie i staram się wybierać te zdrowsze typu czekolada, bez tłuszczu palmowego i uczę młodą, żeby wiedziała co je. Jeśli kupuję jej ciastka to zazwyczaj biszkopty, bo one beztłuszczowe. Herbatniki już są zasilone tłuszczem utwardzonym. Ogólnie zapasów słodyczy nie robimy, żeby coś syfiastego zjeść trzeba do sklepu zasuwać. :) W naszym domu na słodko na bieżąco można dostać owoce, kakao, naleśniki albo jakieś inne placki. Latem robię lody, ale lody też kupujemy, bo to w dużych ilościach idzie.
    Jak na razie młoda sama z siebie jeszcze nie jest gotowa na rezygnację ze słodyczy ale zdaje sobie sprawę, że nie jest to dobry wybór żywieniowy.
    -- "Jeśli nóż otwiera ci się sam w kieszeni, to może lepiej go nie noś."
  1.  permalink
    Ja slodycze lubie i jem jam ochote, ale wiem, ze moj syn musi miec wydzielone bo zjadlby wszystko co lezy (z tego lubi), kiedys probowalam wlasnie raz, bo tak mnie wkurzyl (wiem, wiem, nie wychowawcze) i dalam mu wszystkie 6 malych rozkow (latem) bo ciagle jeczal, ze chce... No i co?? Zjadl wszystkie i go nie zemdlilo i jeszcze zawodolony chodzil wiec teges... W domu dostaje codziennie cos slodkie, a na imprezach i tak sie rzuca jakby nigdy nic nie jadl :/
    --
    •  
      CommentAuthorkatka_81
    • CommentTimeJan 4th 2017
     permalink
    Madziu, ale wydaje mi się, że większość dzieci tak ma. Moja panna potrafi nawet loda nie dokończyć latem - serio, najczęściej nie dojada.
    --
    •  
      CommentAuthorElse
    • CommentTimeJan 4th 2017
     permalink
    Bo to chyba zależy czy dziecko te słodycze lubi czy uwielbia ;). Mój Dawid nigdy się nie rzucał... Nawet jak dłuższe przerwy miał... Podejdzie, poczęstuje się jednym, zje... poczęstuje się drugim... A są dzieci, które za słodkim w ogień by wskoczyły i wówczas rzucają się co by zjeść więcej (bo może nie wystarczy :P).
    --
    •  
      CommentAuthorkatka_81
    • CommentTimeJan 4th 2017 zmieniony
     permalink
    Dokładnie. Moich znajomych córki ostatnio jak u nas były, taką bitwę stoczyły o te m&m'sy, o których wspominałam wyżej. Dosłownie biegły do pojemnika a jak dobiegły, zaczęły się przepychać. Moja córka stała z boku i ze zdziwieniem sie przyglądała. Musiałam zainterweniować, bo chyba by sie pobiły.
    --
    •  
      CommentAuthormadziauk
    • CommentTimeJan 4th 2017
     permalink
    U nas podobnie jak u Figi. Tylko biszkoptow nie kupujemy.

    To, ze ktos z zewnatrz nie jest otyly. Nie oznacza, ze w srodku wszystko ok (tluszcz wiscelarny) i ze zdrowy.

    Ja staram sie nawyki synka ksztaltowac od malego. Przyklad: robilismy mu czwarte urodziny, i w tym roku tort byl caly czekoladowy. Ile zjadl? 1/6 kawalka moze. Bo byl za sklodki. Kolejnego dnia znowu skubnal troszke. Ja tez teraz nie zjem np. bialej czekolady, albo innych bardzo slodkich deserow. Bo po prostu mnie mdli, od za slodkiego. Nie jestesmy przyzwyczajeni do takich sklodkosci.
    Mysle, ze jezeli dzieci dostaja raz na kilka dni cos zdrowego - slodkiego. To nie jest to tak bardzo slodkie jak te sklepowe slodycze.
    Ja np. jak robie ciasto to daje polowe cukru z przepisu. I tak jest dla nas bardzo slodkie.
    Wiec, nie zgadzam sie z tym, ze dziecko sie rzuci na zakazane ;) To wszystko zalezy od wychowania, od tego co rodzice i dzieci w kolo jedza ;)
    U nas np. podczas jednego z pobytow w Polsce. Bylismy na sali zabaw ze starsza kuzynka Karolka. Ona chciala by jej kupic kubusia - tego wiecie marchwiowego. To ja ciotka kupilam, Karolek mial bodajze 3 latka i tez chcial. Kupilam mu tez. I co? Napil sie raz, pobiegl bawic z kuzynka i za chwile przylecial, ze chce pic wode. Bo tamto za slodkie. Po prostu przyzwyczajony jest. Moim zdaniem to wyjdzie mu w przyszlosci na zdrowie. Bo nawyki ksztaltujemy od najmlodszych lat.

    Treść doklejona: 04.01.17 19:26
    katka_81: Moja panna potrafi nawet loda nie dokończyć latem - serio, najczęściej nie dojada.

    U nas to samo, ale dotyczy to tylko kupnych lodow - w Polsce takich z lodziarni najczesciej. Niby domowa receptura robione, ale slodkie jak nie wiem co. Tez nie dokancza i Karol i ja. Ostatnio chcialam jakis malo slodki smak, Pani polecila grejpfrutowy. Wzielam. Poszlam kawalek, dwa razy patyczkiem skubnelam i wywalilam do smieci. Slodkie to strasznie bylo, wrocilam i wzielam loda bez glutenu orzechowego dla cukrzykow i wtedy stevi bylo ok ;)
    --
    •  
      CommentAuthordżasti
    • CommentTimeJan 5th 2017 zmieniony
     permalink
    madziauk: Wiec, nie zgadzam sie z tym, ze dziecko sie rzuci na zakazane ;) To wszystko zalezy od wychowania, od tego co rodzice i dzieci w kolo jedza ;)


    ale zależy też od charakteru i upodobań.

    U nas chłopcy wręcz uwielbiają słodycze. A nie dostają od nas słodyczy tych takich niezdrowych. Jemy desery i słodkości, ale robię je sama i to zazwyczaj w ogóle bez cukru. Hitem cały czas są amarantuski. Do tego robię ciasteczka słodzone miodem bądź ksylitolem. Chłopcy jedzą suszone owoce. Uwielbiają wręcz "chipsy" jabłkowe. Kupujemy je w lidlu i jest szał. Jako "ciasto" robię pieczone jabłka pod kruszonką z płatków owsianych (płatki i masło). Uwielbiają to. Serek homogenizowany robię sama i dodaję do niego słodkie owoce jak banan czy mango.
    Jeżeli kupujemy czekoladę to tylko gorzką. Ale chłopcy mogliby zjeść tej czekolady po całej tabliczce. Dopiero jak Maks miał 3 latka poprosił mnie, żebyśmy kupili jakieś cukierki. Poczytałam w necie co lepiej i jakie słodycze mają jaki skład i kupiłam mu żelki nimm 2. Teraz bardzo rzadko kupuję mu te żelki. Ale 4 żelki to w ogóle pogarda dla mojego syna. Jak gdzieś jesteśmy i są żelki, cukierki, czekoladki, to Maks je na dwie ręce. Jak byliśmy ostatnio na urodzinach w takim "małpim gaju" to moje dziecko siedziało przy obrzydliwie niezdrowych, tandetnych z podłym składem słodyczach. A że nie było tam kompletnie nic innego to nawet nie było możliwości zastąpienia tego. I tak w ogóle nie chciał się bawić, ani zjeżdżać tylko pożerał te słodycze. A mnie się serce krajało. W końcu powiedziałam, że już dość i był płacz. Ale jakoś tam dało się przetłumaczyć. I co z tego, że Maksio normalnie je zdrowo a kawałek sernika to już jest super rarytas, jak widzi te cukierki i małpiego rozumu dostaje.
    Ale nie trzeba daleko szukać. Ja byłam taka sama. Obiadu mogłabym nie zjeść (Maksio akurat je normalnie obiady), ale jakieś stare, stęchłe cukierki i ciastka śmierdzące wilgocią, wykopane u babci z szafki (chowała przed nami) pożerałam garściami. Słodyczy zawsze było mi mało. I tak jest do dziś. Może nie jem już byle czego aby słodkie, ale słodycze mnie kuszą non stop. I gdyby nie racjonalne moje myślenie, że to niezdrowe, że nie chcę przytyć itp., to bym żarła i żarła. Wszystkie Kinder niespodzianki i kinderki czekoladki itp. powyżeraliśmy razem z mężem wieczorem. (dzieci podostawały na święta, ale my im tego sami nie dajemy i dawać nie będziemy - chowamy)Huk, że mąż tego nie lubi. Jak przyszpiliła chęć na słodycze to wszystko wymietliśmy.
    Dodam, że my też jemy zdrowo. To nie tak, że dziecko nie dostaje a my przy nich zjadamy, albo oni naleśniki bez cukru a my z cukrem. My jemy dokładnie to samo co dzieci. Tylo wieczorami jak dzieci śpią i nas przyszpili to wtedy zjadamy co tam jest. A że najczęściej nie ma, to i problemy nie ma, ale jak jest......
    -- ,
    •  
      CommentAuthorserratia
    • CommentTimeJan 5th 2017
     permalink
    madziauk: Wiec, nie zgadzam sie z tym, ze dziecko sie rzuci na zakazane ;) To wszystko zalezy od wychowania, od tego co rodzice i dzieci w kolo jedza ;)


    Też kiedyś tak bym powiedziała, u nas słodycze tylko w postaci ciasta domowego - najczęściej szarlotka, muffiny - w niedzielę. Owoce codziennie - bananów zjadłaby z pięć jakby jej dać, mandarynek z pół kilo wciągnie, na słodko najczęściej jest owsianka na kolację- bez cukru, tylko z owocami. Robię czasem naleśniki, placuszki, tez bez cukru z domowymi powidłami niesłodzonymi. Do picia woda, sok domowy z porzeczki lub wyciskany z marchwi. Słodyczy śmieciowych u nas w domu nie ma, a jak są to z mężem po kryjomu zjadamy. Babcie nie futrują słodkim - zawsze pytają. W sklepie nie ma afer o słodkie, czasem tylko ciasteczka BeBe lub lizak - ale bardzo rzadko.

    I co z tego, jak moja córka rzuca się na słodycze i nie ma umiaru?
    --
    • CommentAuthora_net_a
    • CommentTimeJan 5th 2017
     permalink
    U nas jest tak jak u serratii dokładnie, owoce bez limitów na drugie śniadanie, słodycze robione przeze mnie (z tym że ja cukru używam) i wcale nie cieszą się jakimś wielkim zainteresowaniem, trochę skubnięte i leżą. Ogólnie nie robię żadnego halo z istnienia słodyczy i nie mówię, że nie wolno.
    W sklepie nigdy o nic dziewczyny nie proszą.
    A mimo to jakiś czas na przyjęciu w przedszkolu Hania tak się obżarła tymi beznadziejnymi ciastkami kupnymi, że wieczorem zwymiotowała.
    Mam nadzieję, że przynajmniej będzie to dla niej nauczka, bo kolejnym razem już była ostrożniejsza :cool:
    --
  2.  permalink
    a_net_a: A mimo to jakiś czas na przyjęciu w przedszkolu Hania tak się obżarła tymi beznadziejnymi ciastkami kupnymi, że wieczorem zwymiotowała.
    Mam nadzieję, że przynajmniej będzie to dla niej nauczka, bo kolejnym razem już była ostrożniejsza
    - no to akurat u nas nie dziala :P
    --
    •  
      CommentAuthorkatka_81
    • CommentTimeJan 5th 2017 zmieniony
     permalink
    U nas w przedszkolu nie ma słodyczy - na urodziny mamy przynosić owoce, warzywa jakieś, jakie dzieci lubią lub bakalie, orzechy. I działa. Bardzo duży nacisk kładą tam na zdrowe odżywianie.
    Monia, a jakbys z mamą umówiła sie na jeden dzień słodyczowy w tygodniu? Przejdzie? Jest to jakiś kompromis. Jeśli była o tym mowa już, to przepraszam najmocniej ale Miśka od 2 tygodni w domu i łatwo to ja nie mam ;) czytam w biegu :)
    --
    •  
      CommentAuthorAlly1381
    • CommentTimeJan 5th 2017
     permalink
    A Natalka właśnie z przedszkola dowiedziała się o słodyczach :confused:
    Urodziny to torty, jakieś dni misia itp i ciastka, ciasta.
    Choć na jasełkach nic nie wzięła ze stolu, inne dzieci się rzuciły, nasza tylko kompot wypiła :)
    W domu mam po szafkach pochowane słodycze, niestety już szuka ;) jedyne wyjście nic nie mieć :)
    Ma dostęp do gorzkiej czekolady, czasem się ze 2 kostki.

    My na szczescie z babciami mamy problem z głowy. Mają zakaz i go przestrzegają ;)))
    --
    •  
      CommentAuthormadziauk
    • CommentTimeJan 5th 2017 zmieniony
     permalink
    katka_81: U nas w przedszkolu nie ma słodyczy - na urodziny mamy przynosić owoce, warzywa jakieś, jakie dzieci lubią lub bakalie, orzechy. I działa. Bardzo duży nacisk kładą tam na zdrowe odżywianie.


    Fajne macie przedszkole.


    Jasne, ze to kwestia charakteru, ale duza moim zdaniem to przyzwyczajenia u dzieci. Dzieci sa madre, obserwuja co rodzice jedza itd. Rodzice nie dadza, przez pol rok np. beda jadly mniej cukru, to po pewnym czasie te slodsze przekaski beda dla nich za slodkie. Moze z wyjatkami nielicznymi ;) Ale w wiekszosci.
    My tez jemy to samo co nasz syn, slodycze, obiady itd. Od samego poczatku jak Karol jadl Blw robilam posilki dla nas.

    Dlatego u nas np. moi Tesciowie narzekaja, ze malo soli, brak wegety w kuchni itd.

    Ja kiedys jadlam inaczej, ale po kilku miesiacach jak przeszlam na bezgluten, automatycznie wegle jadlam 2 razy w ciagu dnia, a nie do kazdego posilku (chodzi mi o wegle w postaci kaszy itd, warzyw i owocow nie wliczam). I od razu mniej ochoty mialam na slodkie. Jak obserwuje mamy z naszego przedszkola, to dzieci na sniadanie platki ( z cukrem) na mleku. Lunch : kanapki (cukier w chlebie), pozniej jakis posilek na cieplo - w UK wiekszosc ludzi nie gotuje - kupuja gotowce. Przynajmiej te mamy z naszego przedszkola. Na kolacje jakas owsianka/chlebek - i dalej wegle (cukry). To jak ma sie dziecko nie rzucac na slodkie? Jak przyzwyczajone.

    Ja zawsze wolalam dobrze zjesc, ale do slodkosci mnie nie ciagnelo. Wolalam konkrety ;) Moze syn ma to w genach? Znowu moj Maz, byl kiedys bardzo za slodkim. Mimo, ze szczuply i wysoki. Ponoc jak byl maly to jak nic slodkiego na sniadanie nie bylo to nie chcial jesc. Ale nie dziwnie, jak moj Tesc w nocy czekolady podjada. Tesciowa rano przed praca cukierki ;) Slodyczy duzo nadal przejadaja.
    Moj Maz opowiadal, ze u nich jako, ze w latach 80tych nie bylo tyle dobroci (slodkich), mama robila jakies cuda w garnku podgrzewala cukier z kakao i cos tam dodawala. Po prostu rodzice jedli duzo slodyczy to i dzieci ;)
    U nas jak bylam mala to Babcia badz Mama moja robily ciasta raz na jakis czas. A tak to glownie owoce sie jadlo. Pamietam chalwe od czasu do czasu. Malo tego wszystkiego bylo. Nie jedlismy codziennie, rodzice moi nie jedli. Babcia nie podjadala.
    Pewnie, ze w sklepie nie bylo. Ale jak widac, po przykladzie moich tesciow, oni kombinowali.
    My jedlismy owoce z sadu sasiada, jedlismy orzechy. Pamietam kukurydze w wakacje.
    Teraz jestemy bombardowani tymi slodkosciami, w sklepac pelno.
    Wiec rozumiem po czesci Tesciow, jako, ze maja tzw. "slodki zabek". I chce im sie slodkosci. Choc z drugiej strony, sa dorosli. Tyle sie mowi o tym jakie te slodycze maja sklad i duzej ich czesci sa te tluszcze roslinne utwardzone. Moliby chociaz ograniczyc ;) Ale maja slaba wole, tak to tlumacza i lubia. Dobrze, ze udalo nam sie ich przekonac, by tych cudactw Karolkowi nie dawali. Mnie to tam "rybka" co jedza, ich zdrowie i ich sprawa. I ciesze sie bardzo, ze mimo wszystko zrozumieli by dziecku nie dawac. Moze i dalej na mnie krzywo patrza, ale co tam ;)
    --
    •  
      CommentAuthorElse
    • CommentTimeJan 5th 2017
     permalink
    Katka próbowałam... I nic... Ale chyba poskarzyła sie na mnie fryzjerce i dostała do pionu, bo przyszła i mówi... A Ty wiesz, że dzieci autystyczne nie mogą cukru???? Od trzech lat jej to tłumaczę... Ale co tam moje gadanie. Może fryzjerka będzie większym autorytetem...

    Co nie znaczy, że przestała dawać słodkie, bo już miał żelki w buzi... Ale widzę, że już pochowała 10, a zostawiła 4 :)....

    I nie zgadzam się, że rzucanie się na coś to kwestia wychowania... Niektóre dzieci serio są łakome... Nie raz widziałam zażenowanie rodziców, pouczanie, upominanie...

    My z siostrą byłysmy chowane tak samo. Nawet bym rzekła "żelazną dyscypliną". Ja nigdy się nie rzucałam na nic, ale moja siostra juz tak... jak były chruściki, to ta jak wpadła w talerz, to połowy w 10 minut nie było... A moja mama serio jak żandarm nad nami i pouczała "powoli", "Nie tyle na raz", "weź jeden, zjedz spokojnie i weźmiesz drugi".... W końcu przestała robić ciasta, bo raz, że siostra nie dała się utemperować, a dwa, że zaczęła mieć nadwagę.
    --
    •  
      CommentAuthormadziauk
    • CommentTimeJan 5th 2017
     permalink
    Else: Co nie znaczy, że przestała dawać słodkie, bo już miał żelki w buzi... Ale widzę, że już pochowała 10, a zostawiła 4 :)....


    Zawsze jakis progres.

    Else:
    I nie zgadzam się, że rzucanie się na coś to kwestia wychowania... Niektóre dzieci serio są łakome... Nie raz widziałam zażenowanie rodziców, pouczanie, upominanie...

    A moze ich rodzice tez tak robia w domu? Nie wiadomo..
    Ja Karolka nigdy nie upominam. Kiedys mu wytlumaczylam na spokojnie, ze sa niezdrowe bo maja zly sklad. I teraz po prostu sie mnie pyta, czy moze i jaki maja sklad? (jakby mu to cos mowilo, nie?) ;)

    Treść doklejona: 05.01.17 12:39
    Tak btw. wlasnie pieke chlebek bananowy, bo mialam mega dojrzale banany i cos trzeba bylo z nimi zrobic ;) Z cukrem kokosowym, takze bedzie slodszy ;)
    --
    •  
      CommentAuthor_Fragile_
    • CommentTimeJan 5th 2017
     permalink
    Madzia, ja przy pierwszym dziecku też wpadalam w zachwyt, że tak pięknie wychowalismy, że zna umiar, że nie rzuca się na słodycze i je zdrowo i naturalnie jak my ;)
    .
    Dopiero Gugi mnie nauczył pokory i lekkiego zwątpienia w to, że to tylko nasza zasługa ;) To jest dziecko wychowywane w taki sam sposób, a rzuca się na najgorsze syfne słodycze, na rzeczy, których nawet ja nie tkne, jego brat robi "obrzydliwa" minę, a Gugi jakby nigdy nic. I to jest dziecię, które dla slodycza jest w stanie nie jeść cały dzień...
    --
    •  
      CommentAuthorElse
    • CommentTimeJan 5th 2017
     permalink
    madziauk: A moze ich rodzice tez tak robia w domu? Nie wiadomo..


    Nie no moja matka serio się nigdy nie rzucała :P, a moja siostra tak :P... Tak samo jak ja np. nigdy nie rzucałam krzesłami w domu, a mój syn w "furii" rzuca... Koleżanka mi zarzuciła, że "przecież gdzieś to widział"... Baaa, moja siostra np. w złości mnie gryzła... No tez tego nigdzie nie widziała... Także to nie jest tak, że zachowanie dziecka wynika z wychowania, obserwacji... pewne rzeczy są wynikiem temperamentu, afektu... charakteru...
    --
    •  
      CommentAuthordżasti
    • CommentTimeJan 5th 2017
     permalink
    Moj Aleks pokazuje palcem na miejsce gdzie leżała w święta czekolada i krzyczy "tada tada mniam mniam" a jak mowie ze nie ma, to jest ryk i histeria. A zjadł 2 kostki gorzkiej czekolady w święta.
    -- ,
    •  
      CommentAuthorsardynka85
    • CommentTimeJan 5th 2017
     permalink
    Gajka nawet pierniki z choinki chciała opitolić i musiałam poprzewieszać wyżej bo mówiła "ciaśtko ładnie pachnie"
    --
    •  
      CommentAuthor_Fragile_
    • CommentTimeJan 5th 2017
     permalink
    Sardynka, Gugi wchodzi do domu, wacha powietrze i mówi "pachnie ciekoladą", a takiej opcji nie ma ;)
    --
    •  
      CommentAuthorsardynka85
    • CommentTimeJan 5th 2017
     permalink
    Frag to widzę, że pasowaliby do siebie :cool:
    --
    •  
      CommentAuthor_Fragile_
    • CommentTimeJan 5th 2017
     permalink
    sardynka85: Frag to widzę, że pasowaliby do siebie :cool:


    Oj chyba tak :D I nie wiem co to jest, ale jak idzie do dziadków to zawsze, ale to zawsze znajdzie coś słodkiego, choć moja mama chowa słodkości po różnych szafkach. Ostatnio schowała czekoladę w dużym pokoju (na ogół były chowane w kuchni, ale mały wszędzie je wywąchał), a ten tup, tup, tup i znalazł. Nie wiem, może faktycznie węch mają fenomenalny ;) Ale tylko do słodyczy ;)
    --
    •  
      CommentAuthormadziauk
    • CommentTimeJan 5th 2017
     permalink
    _Fragile_: Dopiero Gugi mnie nauczył pokory i lekkiego zwątpienia w to, że to tylko nasza zasługa ;) To jest dziecko wychowywane w taki sam sposób, a rzuca się na najgorsze syfne słodycze, na rzeczy, których nawet ja nie tkne, jego brat robi "obrzydliwa" minę, a Gugi jakby nigdy nic. I to jest dziecię, które dla slodycza jest w stanie nie jeść cały dzień...


    Czyli wszystko przede mna? ;) Moze i tak jest. Kto wie. Na razie nie planujemy kolenego dziecka, ale nie mowie, ze nigdy ;)
    --
    •  
      CommentAuthor_Fragile_
    • CommentTimeJan 5th 2017
     permalink
    madziauk: Czyli wszystko przede mna? ;)


    Madzia, oby nie, bo będziesz musiała wynieść wszystko z odrobiną cukru z domu i wstyd będzie wyjść "do ludzi" ;)
    --
    •  
      CommentAuthorIwonkaLA
    • CommentTimeJan 5th 2017
     permalink
    Każde dziecko jest inne.
    U mnie córka to słodycze wciągałaby nosem a np owoce tylko z musu lub aby dostać słodkość :shocked: natomiast młodszy syn zje albo nie, zamiast słodyczy woli owoce albo słonego paluszka.
    Wychowywani w jednym domu.
    Smaki i preferencje żywieniowe są moim zdaniem gdzieś zakodowane i po prostu są...tylko kwestią czasu jest fakt, kiedy je odkryjemy :wink:
    --
    •  
      CommentAuthor_Fragile_
    • CommentTimeJan 5th 2017 zmieniony
     permalink
    Iwonka, podpiszę się pod tym co napisałaś... U nas jest totalnie dwóch różnych smakowo chłopców, a w ciąży jadłam praktycznie tak samo (w obu ciążach jedynym objawem ciążowym była niechęć do słodkiego i trwało to całą ciążę, ech, wróćcie te czasy). I przygotowuję zupełnie dwa różne zestawy jedzenia, bo jedzą kompletnie różne rzeczy. Gugiś zje kasze wszelkiego rodzaju, byle z miodkiem bądź owocami suszonymi, ewentualnie przejdzie cynamon ;) Owoce - na tony. Do obiadu jedynym warzywem, które ZAWSZE musi być jest brokuł. Ale obowiązkowo jabłka z majerankiem jako dodatek ;) Owsianki, muesli, zupy mleczne, omlety - tak, tak, tak. I te słodycze - codziennie słyszę "dotujemy ciaśto?". Jak mówię, że dzisiaj nie, to ma oczka wielkie, ale takie wielkie i smutne, że czasem mi kota ze Shreka przypomina :(
    A Krasnal na to wszystko się patrzy z odruchem wymiotnym ;) Bo on je kanapki obowiązkowo z razowcem, furę warzyw, uwielbia owoce morza (jak widzi ośmiorniczki to się cały trzęsie, że on wszystko zje), do obiadu mógłby nie jeść mięsa, tylko same warzywa, ryby kocha miłością wielką.
    Z tej dwójki to Krasnal ma mega, ale to mega nawyki żywieniowe, aż mu czasem zazdroszczę ;) A Gugi nie wiem po kim to ma... Po przodkach :cool::cool::cool:
    I tylko mam stres, czy przez takie nawyki nie prowadzę Gugisia do np. otyłości (chociaż teraz mu nie grozi) albo w dalekiej przyszłości cukrzycy. Tylko co człowiek może? Tyle, ile się da to zamieniam (np. zamiast omleta na słodko robię taki z brokułami/cukinią i serem), ale nie wcisnę w człowieka kanapki, bo w życiu nawet jednej nie zjadł.
    --
    •  
      CommentAuthorFrances
    • CommentTimeJan 5th 2017
     permalink
    Ja popieram teorie dziewczyn. U nas chlopaki maja proponowane to samo i starszy zje slodycze, ale nie musi (woli miecho). Natomiast mlodszy dalby sie pociac za slodycze i w zasadzie tylko tym moglby sie zywic. I zeby nie bylo. Pprobowalam mu to kiedys obrzydzic. Caly dzien jadl slodycze. Po poludniu sie porzygal, ale dalej jadl:shocked:
    --
    •  
      CommentAuthor_Fragile_
    • CommentTimeJan 5th 2017
     permalink
    Frances: Po poludniu sie porzygal, ale dalej jadl


    O bożesztymój :D :D Padłam, ale to pasuje do Gugisia :D
    .
    Ej, ale zauważyłyście, że to te młodszaki mają takie "słodkie zęby"?
    --
    •  
      CommentAuthorElse
    • CommentTimeJan 5th 2017
     permalink
    No ja byłam młodsza i ja nie słodyczowa... U mojej ciotki podobnie starszy słodki, młdoszy słony ;)
    --
    •  
      CommentAuthor_Fragile_
    • CommentTimeJan 5th 2017
     permalink
    A jeszcze tak dodam - od wielkiego dzwonu dziadkowie kupują jajko z niespodzianką. Krasnal rozwija papierek, daje czekoladę dziadkowi (który kocha słodycze), zabiera się za zabawkę. Gugi dostaje jajo i trzęsą mu się rączki, żeby tylko zjeść czekoladę :D To samo z urodzinami dzieci. Krasnal patrzy obojętnie na stół zastawiony słodyczami, ewentualnie na biszkopty się rzuci. A Gugi nie odejdzie od stołu, jak jakieś niekarmione dziecko :(

    Treść doklejona: 05.01.17 21:49
    Else: o ja byłam młodsza i ja nie słodyczowa..


    Czyli to nie to ;)
    --
    •  
      CommentAuthorFrances
    • CommentTimeJan 5th 2017 zmieniony
     permalink
    U mnie starszy calego jaja nie zje, choc skubnie. A mlodszy...tez az sie trzesie. Takie cudne prezenty dostali na swieta, a Dominik i tak najbardziej byl zachwycony czekoladkami, lizaczkami itp. :wink:
    --
    •  
      CommentAuthor_Fragile_
    • CommentTimeJan 5th 2017
     permalink
    Haha, Fran :D Krasnal to nawet nie skubnie... Jedyne słodycze jakie lubi to domowe pierniczki i czasem go najdzie herbatniki z Ikei. I to są dwie rzeczy, które czasem zje. A tak patrzy na brata jak na szalonego...
    .
    I jakby Gugiś dostał czekoladę to chyba uściskałby Mikołaja ;)

    Treść doklejona: 05.01.17 21:56
    Tak mi teraz przyszło do głowy, że dobrze, że zwyczaj Halloweenowy "trick-or-treat" nie jest u nas tak popularny, bo bankowo skończylibyśmy w szpitalu... Pamiętam jak kiedyś sąsiad mały w Stanach wrócił z torbą w połowie opróżnioną... Wymiotował całą noc, ale nie przeszło mu. Także coś jak u Ciebie Fran ;)
    --
    •  
      CommentAuthormagda_a
    • CommentTimeJan 5th 2017 zmieniony
     permalink
    Frag, u nas zdecydowanie Starszaczka ma słodkie ząbki :D Obalam teorię :P
    -- , [url=https://lilypie.com][/url
  3.  permalink
    No tak jak moj.. jadl i jadl i nawet go nie zemdlilo:/
    --
    •  
      CommentAuthordżasti
    • CommentTimeJan 6th 2017 zmieniony
     permalink
    Bosze, tam wielki problem. Porzyganie się po słodyczach = więcej miejsca w żołądku na kolejne slodycze :wink:
    -- ,
    • CommentAuthorkarolciat
    • CommentTimeJan 12th 2017
     permalink
    Krysia kładła się spać zdrowa. W nocy, kiedy wstała do toalety, skarżyła się, ze jej się w głowie kręci. Trochę zbagatelizowałam- uznałam ze jest zaspana. Adam ja rano budzi a ona gorąca - miała 39. Potem spadło do 38,6. Bolał ją brzuch. Dałam jej termofor- zasnęła. 2 godziny później się obudziła i mówi, że chce jej się sikać ale tak jej się kręci w głowie że boi się wstać. Zaprowadziłam ją. Dałam ibuprofen na gorączkę, bo pomyślałam, że może to od gorączki. Miała wypieki. godzinę po leku nadal jej się kręci, choć chyba mniej, bo je śniadanie na siedząco. ale skarży się, ze boli ją szyja... Zwykle nie idę do lekarza pierwszego dnia gorączki, ale chyba spróbuję podskoczyć jednak dziś....
    Macie pomysły, co to może być i czy się martwić?
    --
    •  
      CommentAuthorEwasmerf
    • CommentTimeJan 12th 2017
     permalink
    nie wiem co to, ale fajnie nie brzmi i ja bym koniecznie podjechala do lekarza. niech sprawdza czy to nie zapalenie opon mozgowych, wyrostek itd. niech wyklucza ciezkie przypadki.
    -- ;
  4.  permalink
    Z takimi objawami tez bym poszla od razu..
    --
    • CommentAuthorkarolciat
    • CommentTimeJan 12th 2017
     permalink
    Teraz jej lepiej, choć mimo podania 100 ibuprofenu gorączka jej prawie nie spadła...
    Pediatrę mamy dopiero od 13 w przychodni. A pewnie będę musiała czekać do 16, żeby zdrowego aktualnie Wojtka nie wlec do przychodni...
    Mam nadzieję, że to tylko jakiś wirus, że zawroty głowy to raczej mdłości, ale nie umie odpowiednio określić. Bo jak chodziła, to sprawnie, nie widziałam zaburzeń równowagi.
    Kiedyś już miałam taki przypadek z Krysią- wysoka gorączka, ból szyi (ale nie było sztywności karku), płakała jak zapalałam światło. Też byłam przekonana że to zapalenie opon. A okazało się tylko ostrym zapaleniem gardła.
    A myślałam, że trochę od tych lekarzy odpoczniemy :sad:

    Treść doklejona: 12.01.17 21:21
    Ostra infekcja wirusowa. Gardło bardzo czerwone. Leczenie zachowawcze. Gorączka nie spadała, bo dawałam z ostrożności za małe dawki ibuprofenu. Gorączka zgodnie z zapowiedzią lekarki sięga 40 stopni. Zbijam, robię okłady, czekam.
    W poczekalni (w końcu pojechałam prywatnie bo u siebie się nie dostałam, a nie chciałam czekać do jutra) spotkałyśmy kolegę z przedszkolnej grupy, identyczne objawy. Pozostałe dzieci przed nami i po nas też- co najmniej 39 stopni i pokasływanie.
    --
    •  
      CommentAuthormadziauk
    • CommentTimeJan 13th 2017
     permalink
    Dziewczyny, kiedy Waszym dzieciom zaczely rosnac piatki? Karolek wczoraj powiedzial, ze ugryzl sie w jezyk i go boli.
    Poplakiwal. Zagadalam go, pozniej jeszcze raz wspomnial o tym. Dzis rano byl marudny, poszedl do przedszkola.
    Przy obiedzie znowu napomknal, ze boli, bo sie ugryzl w jezyk.
    Poswiecilam mu tam i nic nie widze. Na jezyku jak sie czlowiek ugryzie to sie robi taki odcisk.
    Maz mu dzis wieczorem myl zeby (ja rano delikatnie i wtedy nic nie mowil) i znowu to samo, ze go boli.
    Ja mu zabki delikatnie umylam wieczorem i bylo ok. Szczteczka po zabkach i nie bolalo, ale dalej go ponoc boli.
    Co to moze byc? Piatki, ktorych nie widac?
    --
    •  
      CommentAuthordżasti
    • CommentTimeJan 13th 2017
     permalink
    U nas Maksiowi piątki wyrosły przed 3 urodzinami.
    -- ,
    •  
      CommentAuthorBasita
    • CommentTimeJan 13th 2017
     permalink
    Nasz Kacper ma już od dawna piątki, na pewno już z pół roku.
    Ale mogą to być właśnie zęby. Pamiętam,że Kacper czasami narzekał w ten czas na ból w buzi, ale nie kojarzyłam to z zębami. Raczej wymysły bardziej, bo w tym samym czasie odstawiłam mu smoka,i myślałam, że bardziej chce mnie na litość złapać (tak, tak wredna ze mnie matka :tongue:), a po jakimś czasie jak mu zajrzałam do buzi, to miał komplet piątek :)
    -- Dziecko to niepowtarzalny dar.. dar życia.. wyjątkowy...
    •  
      CommentAuthorKasiaMW
    • CommentTimeJan 14th 2017
     permalink
    Pewnie pomylilas 5 z 6
    Wiki jedna piątkę już ma następna w natarciu a ma 2 l
    Weź bardzo mocno poodchylaj poliki od dziąseł Milka miewa plesniawki b.nisko osadzone teraz jak mówi że coś boli to odrazu szukam w każdym zakamarku
    .
    Biedna Krysia my tego Wirusa mamy już za sobą Milka też miała 40st gorączki Wiki też tyle że małej zeszło na oskrzela :sad:
    --
    •  
      CommentAuthorElse
    • CommentTimeJan 14th 2017
     permalink
    A to nie jest jakas grypa?
    Bo immunolog nam powiedziała, że idzie na północ PL, a im bliżej południa tym już bardziej panuje... I podobno własnie taka "brzydka".
    --
    • CommentAuthorkarolciat
    • CommentTimeJan 14th 2017
     permalink
    Nie wiem czy to nie grypa, takiej diagnozy nie otrzymałam. A czym grypa się różni od innej wirusowej infekcji? Mnie zwykle lamie w kościach, Krysia narzekała na ból pleców... Dziś trzeci dzień chorowania, gorączka nadal 39 stopni, ale cały dzień nie dostawała leków, bo dobrze się czuła i nie narzekała. Dałam jej lek, jak wróciłam do domu. Zobaczymy, kiedy zacznie odpuszczać...
    --
    •  
      CommentAuthorElse
    • CommentTimeJan 14th 2017
     permalink
    No własnie jak mój syn skarzył sie na bóle mięśni, pleców plus oczywiście inne objawy typu katar, gardło... gorączka 39-40, to zdiagnozowali grypę... Ale niektórych skóra, czy mięśnie bolą z samego faktu posiadania gorączki ;).
    --
    •  
      CommentAuthormadziauk
    • CommentTimeJan 14th 2017
     permalink
    KasiaMW: Pewnie pomylilas 5 z 6

    Tak pomylilam :) Dzieki. Przeliczylam zeby dziecka i jestem w szoku ;)

    Szukalam w buzi - nic nie widac. Ale na dole przy dziasle ciezko mi zobaczyc. Umowilam nas do dentysty na poniedzialek. Sprawdzi dokladnie :) Dzieki za opinie Dziewczyny.
    --
    •  
      CommentAuthorKasiaMW
    • CommentTimeJan 15th 2017
     permalink
    Spoko Milks za 2 miesiące 5 lat i 6 ni ma:wink:
    --
    •  
      CommentAuthorLivia
    • CommentTimeJan 15th 2017
     permalink
    Mikołaj ma prawie 7 lat i szóstek też ani widu, ani słychu, nie mówiąc już o tym, że wszystkie zęby mleczne i żaden się jakoś nawet specjalnie nie rusza :wink:
    --
    •  
      CommentAuthorlecia_28
    • CommentTimeJan 15th 2017
     permalink
    Dawidkowi ostatnia 5tka wyszla na 4te urodziny. Gdzie tu o 6stkach mowa. No ale niektore 3latki juz maja komplet
    --
Chcesz dodać komentarz? Zarejestruj się lub zaloguj.
Nie chcesz rejestrować konta? Dyskutuj w kategoriach Pytanie / Odpowiedź i Dział dla początkujących.